Wiersze: W Dodaj wiersz »
Castroggiovanni
Tym wielkim słupem jak szpilą olbrzymią Wbita jest wyspa do dna morskich głębi,
Wieże wysoko pod niebem się dymią
Rozwiewanymi stadami gołębi.
Świat z tej wyżyny wziąć można na ręce
I wyciąć z morza malutki jak skrawek,
Pociągi w dole na szynach się kręcą
Podobne łuskom błyszczących pijawek.
I tylko nocą, gdy wiatry z daleka
Zlecą się dzikie, gdy nagle tu spadną,
W panice księżyc po niebie ucieka
I chmury gonią gromadą bezładną.
To w baszcie skalnej jak więzień spętany
Czas się podnosi i mgnieniem skrzydlatym
Budzi się z wieków - i krzyczy nad światem.
To rozmawiają ze sobą wulkany.
...Deszcz bębni drobnym na oknach staccatem. ~ Wierzyński Kazimierz
Pustka
Przegniłe liście, rozpacz lasów, głogi I zadymionych ognisk w polu swąd,
Puste, bezludne, porzucone drogi,
Nie wiedzieć dokąd wiodące i skąd.
W powietrzu z krzykiem kołujące wrony,
Bolesny zachód. Coraz bliżej mgła.
Pusto, bezludnie. Żal niewyśledzony,
Nagle odczuty, ostry i bez dna. ~ Wierzyński Kazimierz
Piszę wiersz
Siedzę w kącie w swoim pokoju
zamknięty na klucz
Od czasu do czasu
by sprawdzić
czy żyję jeszcze
szpilką się nakłuwam
a do wnętrza czaszki
wprowadzam świderek
Ale
albo te sposoby
są zawodne
albo już nie żyję.
Siedzę w kałuży krwi
to jest moja krew mówię
ale wcale nie jestem tego pewny
W takim razie krew
moich zwierząt
psa miłego
i innego psa mojego
krew mojej fauny spokojnej.
Maczam palec w tej cieczy
ciemniejącej gęstniejącej
i wypisuję na ścianie
paradoks:
pierwszy lepszy trup jest lepszy
od żywego byle martwy
Przyglądam się długo dziełu
każdemu słowu
każdej literze z osobna
nagle zauważam
że ściana jest czysta
biała ~ Wojaczek Rafał
* * * [Pierwszy znak na tej karcie...]
Pierwszy znak na tej karcie czyż nie jest rękawiczką Ciśniętą mi przez tego Boga małpę złośliwą,
Który mieszkając w klatce
Czaszki okrutnym rankiem
Wzywa na wschodzącą ziemię tradycji polskiej,
Zmuszając, bym naprędce sporządził pewne ostrze
Giętkiej linijki?-Jeśli
Mam w starciu tym zwyciężyć,
Dopóty muszę noże ciągle nowe hartować
Póki nie spiszę wiersza na śmiech i drwiny Boga,
Który chociaż upadnie,
Przecież znów zmartwychwstanie ~ Wojaczek Rafał
Fuga
Ktoś klaszcze, wali w blachę, lecz głowy nie wystawia Ktoś nóż zacięcie ostrzy, słyszę, nóż chichoce
Ktoś piwo warzy mi aż kadz bulgoce
Ktoś wyrok pisze, pióro skrzypi, papier ziewa
Ktoś biegnie, ktoś się skrada, ja nie śmiem oddychać
Ktoś lufy czyści i na lufach gra
Ktoś stos układa, stos podlewa, szczapy piją
Ktoś trumnę zbija, w palec trafia, klnie
Ktoś się uśmiecha, skóra trzeszczy, warga pęka
Ktoś zapala papierosa, łykam dym
Ktoś klaszcze, wali w blachę, lecz głowy nie wystawia
Ktoś szybę tłucze, szmatę pali, ja się duszę
Ktoś wyrok spisał, pióro schował, papier wziął
Ktoś na głos czyta, głoski łyka, mnie już nie ma
1969 ~ Wojaczek Rafał
Damski klub
Chodzą wokół zielonego drzewka Wokół choinki chodzą całkiem nago
A każda trzyma w prawej ręce świecę
A każda świeca nierówno się spala
A lewą ręką każda każdą drapie
Drapie ją w plecy aż do krwi ją drapie
Potem przykłada święcę do krwawiącej rany
Potem porzuca świece i pod drzewkiem kuca
Kucają wokół zielonego drzewka
Rodzą potworki tureckim sposobem
A potem jakby całkiem zapomniały
Gdzie były Co robiły.
ubierają się i wychodzą ~ Wojaczek Rafał
Nigdy nie otwierać okna
Pamiętaj nigdy
nie otwieraj okna
w czterech ścianach
wiatr nie wieje
dbaj o głowę
i o różę
i zaczerpuj wciąż na nowo
wprost ze źródła miesczzańskiego
nie myśl o tym
że ci się odnawia stygmat
ty...
Nie pisz listów do siebie
kto to widział
pisać listy do zmarłych ~ Wojaczek Rafał
Głos kobiecy
Różdżkarzu, ślepy już na światło inna Niż mieszkające w długich włosach żył
To osobliwe światło mojej krwi:
Nie muszę wołać Cię, bo wie, że przyjdziesz
I wiem: znów uda Ci się mnie zaskoczyć
Wcześniej, niż zdąrzy zapowiedzieć słuch
Jako gościniec przyniesiesz mi znów
Topór swej długo ostrzonej nagości
A kiedy, czując w sobie nagłe ostrze
W największym strachu krzyknę: Kocham Cię
Wtedy, rzeźniku, znów przekonasz się:
Kobiety mówią czasem ludzkim głosem ~ Wojaczek Rafał
Rozmowa w bibliotece
Weź mnie stąd, z górnej półki, zza szkła biblioteki, Wyjmij z opraw skórzanych i wyprowadź z ksiąg.
Chcę wrócić, jak emigrant, z podróży dalekiej,
Z papieru, z martwych liter, żywy, do twych rąk.
Zawołaj mnie po prostu, imię moje wymów,
Gorącym głosem roztrąć szkielety mych słów,
Wyprowadź mnie z tych książek, uwolnij mnie z rymów
I z potrzasku oswobódź zatrzaśniętych strof.
Chcę iść ulicą nocną pod dawne twe okno,
Gdzie ongi przez rolety twój wzywał mnie cień,
Raz jeszcze być samotny tą nocą samotną
I jeszcze raz szczęśliwy obudzić się w dzień.
Nie umieć nazwać oczu twych ani postaci,
Ani smutku wysłowić w zawiłości zdań,
Naprawdę czuć, że jeśli się ciebie utraci,
Rozpacz słów nie wykrztusi przez ściśniętą krtań.
Naprawdę wrócić w ciemność, przez którą ogromem
Powietrze ślepych natchnień, jak huragan, szło.
O szczęście, uderz we mnie wielkim niewiadomem,
Zniszcz książki bezrozumne, rozbij zimne szkło! ~ Wierzyński Kazimierz










