Miasta Polski                        
Logowanie
Menu
Reklama
Wybierz kategorię
Statystyki

Wierszy: (2352 / 0)


-----------

Użytkowników: 21

Komentarzy: 0

Osób online: 5

Wiersze: W Dodaj wiersz »

Wiersze » W:

<<<     1     2     [3]     4     ...     18     19     20     21     >>>

* * * [Ludzie kładą się spać]

Ludzie kładą się spać
Przed snem dobrze zjeść jabłko

Ja książe Akwitanii
wspinam się na drzewo
w najlepszym wyjściowym ubraniu

Podglądam sąsiadkę
rozbierającą się do snu

Dżuma zniosła sądy wartościujące powiada
inny Francuz też szalony

Lewa pierś sąsiadki
jest nieco większa od prawej
Zwichnięta symetria
to właśnie to

Potem spadłem z drzewa
~ Wojaczek Rafał

: 31.03.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 55 |

Dwoje

Choć nie znają się jeszcze znają się zawczasu.
Obrzydzeni zarówno
lecz ciało samo stręczy.
Jej włosy które plączą się z niskim obłokiem
gdy mówi:nasram
na sławę poety.

Niebo już wie czym będzie kiedy ich zastanie
razem:śmierć na Księżycu
- z jelit wyjdą im glisty.
Wreszcie każde z nich będzie po sobie wspomnieniem
dwa wirujące
pioruny kuliste.

lipiec 1967, Kazimierz nad Wisłą
~ Wojaczek Rafał

: 28.03.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 62 |

Na imieniny Rafała Wojaczka

24 X 1968
Ktoś,
Kto kocha,
Nie jest tym, co
Umrze.
Więc choć skądinąd wie, że śmierć poufnie
Dowiadywała się nawet u księży
I przodowników policji,
Wierzy.
Ktoś,
Kto wierzy,
Nie jest tym, co
Żebrze.
Więc choć go bolą wszystkie rany cięte
Siekierą światła aż do kości rdzenia,
Swoje powietrze łykając
Czeka.
Ktoś,
Kto czeka,
Nie jest tym, co
Kupi.
Więc choć odmienia imię swej zasługi
Przez pory roku i księżyca kwadry,
Gorzka sól klęski siada na
Wargi.
~ Wojaczek Rafał

: 28.03.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 62 |

Martwy język

Palcami ustalam
rysy mojej twarzy

Dwa palce wsadzam w usta
i przydaję twarzy uśmiechu

Jest to uśmiech rozdzierający
przetłuszczoną skórę

Jest to uśmich od ucha do ucha
wypełniony zwojami języka

To jest martwy język

1965
~ Wojaczek Rafał

: 27.03.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 61 |

Kurhany

Żywych tu nie pogrzebię ani wskrzeszę zmarłych,
Ale wiatr, co ich owiał, mym słowom zaświadczy -
Wyszli z tych ram, powstali kostniejący w karłach,
Rozejrzeli się wokół po smutnym teatrze
I słyszą, jak czas dzwoni, jak z wieży się zrywa
I jak niepowtarzalnie bije swą godzinę:
Miłość raz jeszcze pragnie ukochać szczęśliwa,
A wolność chce zwyciężać.
Ja tym wiatrem płynę.

Mógłbym do snów powrócić, wejść w nie niby w lustro,
Co rozstąpi się szkliście i wchłonie mnie lekko;
Ponad platyną morza, ponad chmurą pustą
Unosić się widziadłem, pamięcią urzekła
I płoszyć tam komety, rozbijać ich miotłą
Kurze mlecznych gościńców. Lecz niebo i piekło
Pułapem niedosięgłym i bezdnem głębokim
Jak dwoma biegunami ten świat mi przygniotło
I zamknęło planetę ojczystą z widokiem
Na przeszłość zapomnianą i przyszłość niezgadłą.
Tędy błądzę, to moje wieczyste widziadło
Nie objęte doczesnym rozumem i okiem.

Pasterzu bladych Plejad, niskiego Syriusza,
Który mi lampą błyska z brzegów nieboskłonu
I światłem niebieścieje, ciemności rozprószą!
Słyszę z dwunastu pierwsze uderzenie dzwonu,
Na stromej wieży stoję i ku ziemi patrzę,
Jak stygną moje słowa, uśpione kurhany,
Miecz zardzewiały w każdym leży pogrzebany,
Próchnieją żółte czaszki. Tylko w mym teatrze,
Śród tych rymów i dźwięków, tylko w mej muzyce
Stąpa duch, opuszczoną podnosi przyłbicę,
Szuka wyjścia i węzły chce rozcinać wiersza,
I ściany rozstąpiły się jego samotni,
Duch, co nim noc zwycięży, z świtem się ulotni.

Więc zostaje mi jesień. Nawłoć pozłocista
Mazowiecką mimozę po ogrodach przędzie,
Na spocone inspekty rosa siąpi dżdżysta,
Szałwia czerwone szale rozwija na grzędzie
I ciepło się ostatnie w rezedach wygrzewa.
Już słychać nocne chóry. Ponadziemskim graniem
Już skrzypce pełne wiatrów, oddychają drzewa,
Topole szumią lękiem, buki zadumaniem
I każda brzoza płacze po raju jak Ewa.
Rankiem dopiero dzięcioł wesoło zagada,
Szyszki z miecza paproszy, w pień sosnowy stuka
I w locie jakby nagle na powietrzu siada -
Oczy trudno oderwać!

Co tu zmieni sztuka
0 tej porze mijania, zawiniętej chmurą,
Wiecznej jak chleb i woda, tak samo pożywnej
I nie znużonej nigdy? Odpowiedz, naturo,
Gdzie nasz wyrok ukryty, gdzie gwiazdy chaosu,
Czy z urody twej błysną, niezmiennej a dziwnej,
Czy nad człowiekiem stoją w konstelacjach losu?

Nic mi po twojej ciszy, kopcu udeptany,
Głucha komoro serca i śnie nocy letniej,
Elfy i karnawały czarodziejskiej fletni!
Przy mej drodze nie znają spokoju kurhany:
Budzą się, aby wołać, gdy nocą wiatr ciemny
Szumi ponad wzgórzami, kołuje na szczycie
I echem się w głuchocie odbija podziemnej.
Wstają wtedy pochodem, idą w ślepe życie
Zgarbioną karawaną, pielgrzymim tułactwem,
Noc na nich targa chmury, jesień leci ptactwem
I w ziemi coraz głośniej szumi wspomnień nawał:
Na mojej drodze legły ciężko, nieprzebycie,
Bym kładł się tam umarły i z nich zmartwychwstawał.
~ Wierzyński Kazimierz

: 21.03.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 71 |

Na nucie najwyższej

W końcu ujawnią się ci, których światłoczułe
Srebro mózgu na razie tylko rejestruje

Zamieszkujący poza granicami widma
Póki ich mnie wiadoma pobudka nie wygna

Będzie to głos tak cichy, że sam nie usłyszę
Będzie to głos kobiecy na nucie najwyższej

Z fioletowego strychu wtedy po poręczy
Zjeżdżając prędko miną wszystkie piętra tęczy

By na parterze stanąć w końcu jawną stopą
Wyglądający mniej lub bardziej purpurowo

I, wciąż idąc za głosem, rozpoczną się skradać
Aby rzetelnie zródło tego głosu zbadać

I, wciąż za głosem idąc, przyjdą wreszcie do mnie
Aby zastać nad tego tu wiersza brulionem

1969
~ Wojaczek Rafał

: 21.03.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 58 |

Co jest za mną

Każdy dzień cię zabiera, każdy mi cię kradnie
I jest mi coraz puściej, coraz bardziej źle,
W skrytości serca ważę i przeliczam na dnie
To wszystko, co jest za mną, co przeciwko mnie.

I przyznaję się w głębi do wszelkich słabości,
Do wszystkich klęsk, nieudań i bolesnych strat -
Tylko wyrzec nie mogę się owej miłości,
Która mi ciebie daje i zasłania świat.
~ Wierzyński Kazimierz

: 16.03.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 62 |

* * * [Zielono nam w głowie...]

Zielono mam w głowie i fiołki w niej kwitną,
Na klombach mych myśli sadzone za młodu,
Pod słońcem, co dało mi duszę błękitną
I które mi świeci bez trosk i zachodu.

Obnoszę po ludziach mój śmiech i bukiety
Rozdaję wokoło i jestem radosną
Wichurą zachwytu i szczęścia poety,
Co zamiast człowiekiem, powinien być wiosną.
~ Wierzyński Kazimierz

: 14.03.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 63 |

Zapach

Wszystko wam oddam tylko nie te trawy
Łąk pokoszonych i cień pod modrzewiem.
Szuwarem pachną zamulone stawy
I coś gadają. Co takiego? Nie wiem.
Cały dzień chodzę, przysiadam w tym cieniu
I to, co widzę, powtarzam bez związku:
Piasek, zielone kamyki w strumieniu,
Łąki i stawy - i znów od początku.

Dopiero nocą, gdy idziemy skrajem
Rzęs ponadwodnych w blady księżyc z wosku
Zgaduję nagle, że idę mym krajem
I trawy pachną i więdną po polsku.
~ Wierzyński Kazimierz

: 14.03.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 58 |

<<<     1     2     [3]     4     ...     18     19     20     21     >>>

Wybierz wiersze autora na literę:

statystyka -