Wiersze: V Dodaj wiersz »
Nigdy więcej [1886]
Wspomnienie! o wspomnienie! co tobie? W przestrzeni Pławili się drozdowie, śpiewacy jesieni,
A słońce rozlewało jaśń bladych promieni
Na gaj, co złotem liści pod wiatrem się mieni.
Byliśmy sami - dwoje - i szli w cichym śnie...
Włos i myśli wiatr lotny zwiewał jej i mnie.
Nagle, zwracając ku mnie gwiazdy oczu dwie,
Rzekła: Powiedz mi twoje najpiękniejsze dnie!
A głos jej brzmiał anielskich pieśni srebrnym echem,
Więc dałem jej odpowiedź przyćmionym uśmiechem
I nabożniem całował cudną, białą dłoń...
- O, któż zdoła wyrazić pierwszych kwiatów woń,
I ten słodki szmer, pełen obietnic i skarg,
Pierwszego: tak, gdy spływa z ukochanych warg. ~ Verlaine Paul Marie
Zmierzch mistyczny
Wspomnienie wraz ze Zmrokiem w bladej czerwoności Krople rdzy wsącza w płomieniste rozjarzenie
Horyzontu Nadziei, co o nowe włości
Szerszy dźwiga wzwyż tajemnicze ogrodzenie, ,
Gdzie przez kraty przeziera bujne rozkwiecenie -
Dalia, lilia, tulipan, jaskrów jaskrawości,
Które wijąc się, pleniąc, zabójczych wonności
Przyborem w coraz dalsze sięgając przestrzenie,
Znienacka zagarniają i mnie; w odrętwienie -
Dalia, lilia, tulipan, jaskrów jaskrawości -
Wtłaczają zmysły, duszę i zdrowe myślenie,
By wreszcie wtrącić w moje otchłanne omdlenie
Wspomnienie wraz ze Zmrokiem w bladej czerwoności. ~ Verlaine Paul Marie
Pieśni bez słów
To jest tęskne zachwycenie, To miłosne jest znużenie,
To jest dreszczów pełny bór.
To w objęciach tych powiewów
Ku gałązkom szarych krzewów
Mknący drobnych głosów chór.
O poszepty wy urocze!
To świegoce i szczebiocze,
To jest niczym cichy jęk,
Io Którym trwoga traw się żali...
Rzekłbyś, że to w wirach fali
Rzecznych żwirów głuchy szczęk.
Dusza ta, co w tym niezmiennym
Skarży się lamencie sennym,
Wszak jest nasza, cżyżby nie?
Moja jest i twa jest ona,
Z niej ta korna antyfona
Ciepłym zmierzchem cicho tchnie?
II
Odgaduję w najniklejszym szmerze
Kontur głosów z dalekiej przeszłości,
A w muzycznych lśnieniach ~ Verlaine Paul Marie
* * * (Wielki, czarny sen)
Wielki, czarny sen Rzuca na mnie cienie;
Świat gdzieś znika ten,
O zaśnij, pragnienie!
Nic nie widzi wzrok,
Pamięć moja ginie;
Duszę kryje mrok
W tej dziwnej godzinie!
Jestem niby łódź
Falą kołysana;
Pragnień mych nie budź,
Nocy nie przespana!
tłum. Stanisław Korab-Brzozowski ~ Verlaine Paul Marie
Moje zwykła marzenie
Śnię często - przejmująco, dziwnie - o nieznanej Kobiecie. Ja ją kocham i kocha mnie ona.
Nigdy całkiem ta sama, ni całkiem zmieniona,
Kocha mnie i pojmuje, i goi me rany.
Bo ona mnie pojmuje! Serca mego ściany
Dla niej jednej przezrocze, zagadki zasłona
Dla niej jednej opada! Gdy skroń ma spocona,
Ona jedna ją chłodzi rosą łzy wylanej.
Krucze, lniane czy złote są jej włosy wiotkie?
Nie wiem. Imię? Pamiętam, że dźwięczne i słodkie,
Jak imiona najdroższych wygnańców żywota.
Spojrzenie jej podobne posągów spojrzeniu,
A głosu dalekiego, cichego pieszczota
Ma dźwięk głosów kochanych, zmilkłych w grobów
cieniu. ~ Verlaine Paul Marie
Faun
Faun stary z gliny palonej Śmieje się pośród trawników.
Snadź wieści koniec omglony
Weselnych naszych okrzyków,
Które z dwojakiej nas strony
Przesmętnych wiodły pątników
Ku tej godzinie - minionej -
Mrącej śród gędźby poryków. ~ Verlaine Paul Marie
* * * (Nieba widać przez dachu kąt)
Nieba widać, przez dachu kąt, Modrość i ciszę.
Drzewo jakieś, przez dachu kąt,
Liście kołysze.
Dzwonek w niebie widocznym stąd
Dzwoni cichutki.
Ptak na drzewie widocznym stąd
Śpiewa swe smutki.
Boże, Boże, życie jest tam,
Proste, spokojne.
Ten łagodny pogwar, ot tam,
To miasto rojne.
Cóżeś zrobił, ty, co - tak sam! -
Szlochasz w żałości,
Cóżeś zrobił, ty, coś tak sam,
Ze swej młodości? ~ Verlaine Paul Marie
* * * (Biały sierp wąski)
Biały sierp wąski Wzeszedł nad bór;
Z kazdej gałązki
Świergotów chór
Płynie gęstwiną...
O, ma dziewczyno!
Stawu tajemne
Lustro bez dna
Odbija ciemne
Wierzb sennych tła,
Gdzie wiatr wspomina...
Marzeń godzina.
Ogromna, tkliwa
Cichość i mir
Z szafirów spływa,
Z gwiaździstych lir
Słodko się chyli...
O, czar tej chwili! ~ Verlaine Paul Marie
Na przechadzce
Niebo takie łagodne, drzewa takie giętkie Zdają się uśmiechać do szat jasnych tonów,
Co, powolne kaprysom fałdów i festonów,
Mienią się z ruchem każdym - niedbałe, a miętkie.
Wiatr ciepły o sadzawki taflę ledwo trąca,
A poprzez topolową cienistą aleję
Ułagadzona jasność słoneczna się leje -
Niebieskawa i jakby z umysłu mdIejąca.
Zwodziciele wytworni, zalotnice wabne,
Serca zapalne, w więzy przysiąg nie zakute,
Ścieramy się kunsztownie na wesołą nutę -
Kochankowie kochankom strzały ślą jedwabne.
Czasem niedostrzegalnie chyża rączka mała
Policzkiem skarci za coś. Przestępca skruszony
Kładzie w zamian swe usta na paznokć toczony
Najmniejszego z paluszków. - Ta bezczelność śmiała
I skora obcesowość doznają odprawy
W druzgocącym spojrzeniu, wyniosłym i suchym. -
Przecie niezbyt licują z surowym tym ruchem
Kąciki ust zalotne i dąs dość łaskawy. ~ Verlaine Paul Marie









![Wiersze: Nigdy więcej [1886] ~ Verlaine Paul Marie](http://ewiersze.net/img/przyciski/wiecej.png)
