Miasta Polski                        
Logowanie
Menu
Reklama
Wybierz kategorię
Statystyki

Wierszy: (2352 / 1)


-----------

Użytkowników: 23

Komentarzy: 0

Osób online: 2

Wiersze: V Dodaj wiersz »

Wiersze » V:

  [1]     2     3     4     >>>

Wycieruch

Przez oczy - oczy z czaszki nieboszczyka,
Lśniącej golizną w gwiazd poświacie,
Przeszłość ma, czyli wszystek żal mój strzyka
Złym śmiechem w szpetnej mej facjacie.

Głasem starucha snutym z bezdni ciała
(Postać i głos jak z desek sceny !)
Wszystek mój żal, a więc ma przeszłość cała
Nuci frywolnych strof refreny.

Ręką, u której palce już nadgniły,
Gitarę - szubienicznik - dręczy,
Tańcząc na brzeżku jutrzejszej mogiły
Niby linoskok na poręczy.

Stary kpie dość ! Nie patrzy nikt, nie słucha...
Skończ te przyśpiewki, te wygiby!
Na to on głosem z zaklęsłego brzucha:
Nic z farsy w tym to śmiech naniby .

A czy mam dbać, smarkulu ty milusi,
O poklask twój - to nie ambaras:
Łaskawca przecieź zostać tu nie musi?
Zwiewaj, papiołku, i to zaraz !

tłum. Roman Kołoniecki
~ Verlaine Paul Marie

: 11.04.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 785 |

* * * (Zanim, ranna gwiazdo blada)

Zanim, ranna gwiazdo blada,
Z lazurowych zejdziesz łąk
- W cząbrach stada
Przepiórczane dzwonią w krąg -

Zwróć ku piewcy, który oczy
Ma miłosnych pełne śnień
- W nieb roztoczy
Już skowronek wita dzień -

Zwróć spojrzenie, co w jasności
Już się topi rannych zórz;
- O radości
Pośród łanu złotych zbóż! -

Potem myślą zaświeć moją
W dali tam - och, w dali, tak!
- Rosy stoją
Na źdźbłach sian, diamentów szlak -

W słodkie sny, pieszczące miękko
Dróżkę mą, co jeszcze śpi...
Prędko, prędko,
Bo już oto słońce lśni.
~ Verlaine Paul Marie

: 04.04.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 692 |

Beams

Stąpać pragnęła poprzez morskie fale,
A że podmuch łaskawy nawiał ciszę senną,
Chętnie karku ugieliśmy w w obłędne lenno,
Oto gościńcem gorzkim kroczymy wspaniale.
Słońce w niebie wysokim, wielce lśniące, pała:
W jej splotach jasnych drgają pozłoty promienie,
Szliśmy śladem spokojnym, o, wielkie olśnienie,
Jak toczenie się nurtów i jak piana biała!
Kołysały się ptaki wokoło siwawe,
I żagle w dali białe w ukośnym kołysie,
Niekiedy wodorosty, jak piana na misie,
Przez które się ślizgały stopy w fal kurzawę.
Odwróciła się, niemal ukojona, płowe
Oczy spojrzały ledwo, czy idziem spokojni?
Nas, radosnych wybrańców, ujrzała i wolniej
Szła przodem, poblask złocił jej wyniosłą głowę.
tłum. Stefan Napierski
~ Verlaine Paul Marie

: 02.04.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 808 |

Dobra piosenka

VI
Biały sierp wąski
Wzeszedł nad bór;
Z każdej gałązki
Świergotów chór
Płynie gęstwiną...
O ma dziewczyno!
Stawu tajemne
Lustro bez dna
Odbija ciemne
Wierzb sennych tła,
Gdzie wiatr wspomina...
Marzeń godzina.
Ogromna, tkliwa
Cichość i mir
Z szafirów spływa,
Z gwiaździstych lir
Slodko się chyli...
O, czar tej chwili!
VII
Krajobraz w wagonowych drzwiczek obramieniu
Mknie bez opamiętania i całą przestrzenią
Wraz z drzewami, zbożami i wiatru podmuchem
Wali prosto w okrutną oną zawieruchę,
W której kładą się smukłe słupy telegrafu
Z drutami jak zakrętas dziwnego parafu.
Swąd węgla płonącego, pary wrzącej chmury,
Cały łoskot tysiąca łańcuchów, na których .
Tysiąc sieczonych chłostą wyłoby olbrzymów;
I nagle krzyki sowie, przeciągłe wśród dymów. -
-I cóż to dla mnie znaczy, kiedy w ocząch moich
Mam wizję, która serce me radością poi,
Kiedy głos ten tak wdzięczny jeszcze szepta do mnie,
A to Imię urocze, brzmiąc dźwięcznie i dzwonnie,
Niczym oś w oszalałych tych wirowań środku
W brutalny wozu rytm się włączą nutą słodką.
VIII
I w aureoli swojej Święta
I Kasztelanka w swojej wieży,
Wszystko co słowem da się spętać
Z miłości jak i gracja świeżej;
Ta nuta złota, co ją umie
Głos rogu budzić w głębi lasu,
Serdecznej zaślubiona dumie
Szlachetnych Dam z minionych czasów!
Wreszcie uśmiechu też orędzie
Co słodko, a niezwyciężenie
W czystości rodzi się łabędziej
Z Kobiety-Dziecka zarumienień;
W patrycjuszowskiej wdzięcznej lidze
Róż z bielą w mas perłowych lśnieniu.
Wszystkie te rzeczy słyszę, widzę
W Karlowingowskim jej imieniu.
XIII
Wczoraj o tych i innych rzeczach była mowa,
A wzrok mój oczu twoich wciąź szukał od nowa,
A moich znowu oczu wciąż szukał twój wzrok,
Podczas gdy dalej równo płynął rozmów tok.
Pod banałem zdań płytkich, ważonych najściślej,
Miłość moja błądziła po tropach twych myśli;
A gdyś ty mówiła, niebaczny twych słów
Ku twej tajemnicy jam wytężał słuch:
Bowiem głos i spojrzenie Tej, co w twych wahaniach
Czyni cię raz radosnym, raz smutnym - odsłania -
Choćby się w uśmiech krył czy w smutku cień -
Istoty naszej najtajniejszy rdzeń.
Wczoraj pierś ma radości nie mogła pomieścić:
Jestże złudną nadzieja co serce me pieści,
Jestżeś złudą nadziei mojej, słodki śnie?
O! nie! nieprawdaż? nieprawdaż że nie?
tłum. Feliks Konopka
~ Verlaine Paul Marie

: 28.03.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 787 |

Mądrość

CZĘŚĆ I

I
Nieszczęście, rycerz w masce, co milcząc mnie mijał,
Na wskróś me stare serce przebódł swą kopiją.

Mego starego serca krew trysła strumieniem
I na kwiatach się w słońca rozwiała promieniu.

Mrok oczy moje zgasił, krzyk ścisnął mi gardło
I stare moje serce w dzikim dreszczu zmarło.

Wtedy rycerz Nieszczęście obrócił się do mnie,
Zsiadł z rumaka i podszedł i ręką swą tknął mnie.

Swój palec w stal zakuty wbił w mą ranę krwawą,
Podczas gdy twardym głosem stwierdzał swoje prawo.

I wraz za jego palca dotknięciem lodowem
Odrastać mi zaczęło serce dumne, nowe

I oto rozgorzałe w czystości najszczerszej
Młode i dobre serce zabiło w mej piersi.

I stałem jak pijany, drżąc w niewiary trwogach,
Jak człowiek, który ujrzał jakąś wizję Boga.

Lecz dobry rycerz, konia dosiadłszy na nowo,
Odjeżdżając, znacząco ku mnie skiriął głową

I krzyknął (głos ten we mnie wciąż jeszcze nie zamilknął):
Strzeż się choć ! bo tak uda się raz tylko jeden tylko.

tłum. Feliks Konopka
VI
O wy, Troski, Radości - jak w dali kulawy -
Ty, serce, krwawe wczoraj, dziś rozpłamieniane,
Więc to naprawdę koniec, więc pierzchła spłoszone
Z naszych zmysław to wszystko, zdobycze i zjawy.

Stare szczęścia, nieszczęścia stare, jak wśród trawy
Sznur gęsi na zdeptanej ścieżce zakurzonej,
Szczęśliwej drogi! I Śmiech, i przed nim zradzone
Topielce Smutki, w czerni pławiące się łzawej,

I reszta ! - Dobra pustka, wielkie uciszenie,
Ktoś w nas, pokoju wonią tchnący nieskończenie,
Jasność prostoty w jakiejś świeżości promiennej...

I patrzcie! Nasze serce, co w pysze krwawiło,
Płomienieje w miłości, i niosąc tę miłość
Ku życiu się otwiera, dla śmierci bezcennej!
VII
Złudny blask lśnił dzień cały, biedna moja duszo,
I rozedrganiean miedzi zachód już wyzłaca.
O, zamknij oczy,duszo, i czym prędzej wracaj:
Jedna ze złud najgorszych. Uchodź przed pokusą.

Lśnił przez dzień cały, gradem płomienistym krusząc
Winobranie na zboczach wzgórz, i w proch obracał
Wszelkie żniwo w dolinie, i w niwecz zatracał
Niebo jasne, co śpiewem woła cię nad głuszą.

Zblednij i odejdź z wolna. i składając dłonie.
Czyż nam to wczoraj jutra wspaniałe pochłonie?
Czyżby dawny szał jszcze skradał się uparcie?

Te wspomnienia od nowa trzebaż będzie burzyć ?
Gwałtowne, najstraszliwsze już chyba natarcie !
O idź się modlić, idź się modlić przeciw burzy .
VIII
Skromne życie wśród zajęć łatwych, nieciekawych,
To czyn, co, tylko z wielkiej miłości się rodzi.
Mieć radość, gdy po smutnym dniu dzień smutny
wschodzi
Być mocnym, a zużywać się na drobne sprawy,

Łowić uchem jedynie z wielkomiejskiej wrzawy
Zew dzwonów, o mój Boże, co z wieży dochodzi,
A mieć samemu udział w tej wrzawie, gdy chodzi
0 spełnianie prac błahych jak dziecka zabawy,

5pać pod dachem grzeszników z sercem pokutnika,
Kochać ciszę, a przecież rozmów nie unikać;
Takk długi czas, jak wielka cierpliwość bez skargi,

I wciąż naiwne skrupuły, wciąż skruchy nawroty ,
I tyle tych zachodów o te biedne cnoty !
Wstyd, rzekł Anioł Stróż, pycha zaczyna przetargi!

tłum. Anna Drzewicka
~ Verlaine Paul Marie

: 25.03.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 770 |

Dobra pieśń

Ponieważ brzask się zwiększa, ponieważ zorza już
płonie,
Ponieważ nadzieja, która tak długo ode mnie stroniła,
Raczyła znów przyjść do mnie, który ją wołam i
wzywam,
Ponieważ całe to szczęście chce być moim szczęściem,
Skończyły się już teraz nieszczęsne myśli,
Pierzchły złe sny, ach, zniknęła nareszcie
Ironia, zaciśnięte usta
I słowa, w których rozum zimny tryumfował;
Z dala także zaciśnięte pięści i gniew
Z powodu niegodziwców i głupców spotykanych;
Z dala przebrzydła uraza! z dala
Zapomnienie, którego się szuka w napojach
szkaradnych!
Albowiem chcę teraz, kiedy istota świetlna
Wlała w moja noc głęboką tę jasność
Miłości zarazem nieśmiertelnej i pierwszej,
Przez łaskę, przez uśmiech, przez dobroć,
Chcę, wiedziony przez was, piękne oczy o łagodnych
blaskach,
Przez ciebie prowadzony, o ręko, w której ma ręka
zadrży,
Iść prosto, czy to po ścieżkach mchem okrytych,
Czy skały i kamienie zalegają drogę;
Tak, chce iść prosto i spokojnie przez życie,
Do celu, do którego los zwróci me kroki,
Bez oporu, bez żalu, bez zawiści:
To będzie obowiązek szczęśliwy radosnych walk.
A ponieważ, by ukołysać dłużenie się drogi,
Śpiewać będę nuty proste, powiadam sobie,
Że ona słuchać mnie bez niechęci będzie zapewne:
I zaprawdę, nie pragnę innego raju.
tłum. St. Korab-Brzozowski
~ Verlaine Paul Marie

: 03.03.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 773 |

Na trawie

- Księrzulku, bredzisz ! - A ty, hrabio,
Wspak obwiązałeś szyję kryzą.
- Te wina całkiem mię osłabią.
- Jak mnie twój karczek, o markizo.
Do, mi, sol, fa... - Kochać się trzeba...
- Księżulku, poprawże sutanę!
- Niech skonam, Pani, jeśli z nieba
Gwiazdki dla ciebie nie dostanę.
- Chciałabym być maleńką psiną.
- Całujmy wszystkie po kolei
Pastuszki nasze. - Pieśń i wino!
- Witaj, miesiączku w gwiazd alei!
~ Verlaine Paul Marie

: 29.02.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 795 |

Kalejdoskop

Na ulicy snów, w sercu marzonego miasta,
To będzie tak, jak gdyśmy już raz coś przeżyli:
Mglistość i wyrazistość tej jedynej chwili...
O, to słońce wschodzące, co nad mgły wyrasta!
O, ten krzyk ponad morzem, to wołanie w borach!
To będzie, jak gdy nie zna się przyczyn ni celu:
Dusza budzi się z wolna po wędrówkach wielu:
Rzeczy bardziej te same będą, niźli wczoraj
Na tej, ulicy, w mieście tych marzeń zaklętych,
Gdzie w zmierzchu mleć się będzie gigue na
katarynkach,
Gdzie na szynkwasach koty rozsiądą się w szynkach
I będą defilować bandy orkiestr dętych.
To będzie, jakbyś umrzeć miał - nieodwołalne:
Słodkie łzy spływające łagadnie po twarzy,
Śmiechy łkające w kół turkocie i rozgwarze,
Ku śmierci, by nadeszła, wezwania błagalne,
Przebrzmiałe słowa jak uwiędłych kwiatów smutek!
Czasem buchnie gwar ostry zabawy ludowej,
A w miedzianyml otoku swych czół chłopki-wdowy
Będą się przedzierały przez tłum prostytutek,
Co włóczą się w kompanii staruchów bezbrwistych
I obleśnych smarkaczy, w dobrej komitywie,
Gdy o dwa kroki, cuchnąc moczem obrzydliwie,
Festyn od fajerwerków drżeć będzie rzęsistych.
To będzie jak gdy człowiek śni, i gdy na poły
Budzi się, i zasypia, i za każdym razem
Śni mu się baśń ta sama z tym samym obrazem,
Latem, w trawie, w tęczowych graniach lotu pszczoły,
tłum. Anna Drzewicka
~ Verlaine Paul Marie

: 14.02.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 880 |

* * * (A więc to będzie w jasny, letni dzień)

A więc to będzie w jasny, letni dzień:
Weselne słońce, spólnik mej radości,
Zrobi piękniejszą - w szat białych świetności -
Twą drogą piękność - od prawdy i śnień;
Niebo niebieskie, jak namiot wysoki,
Fałdów przepychem wokół naszych czół
Drgać będzie szczęsnych, lecz przybladłych w pół
Z oczekiwania, z błogości głębokiej;
I przyjdzie wieczór, wonny oddech róż
Pieścić cię będzie, igrać z twym welonem,
A gwiazd orszaki okiem uśmiechnionem
Pozdrowią szczęsnych - nowożeńców już.
~ Verlaine Paul Marie

: 08.02.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 750 |

  [1]     2     3     4     >>>

Wybierz wiersze autora na literę:

statystyka -