Miasta Polski                        
Logowanie
Menu
Reklama
Wybierz kategorię
Statystyki

Wierszy: (2352 / 0)


-----------

Użytkowników: 21

Komentarzy: 0

Osób online: 5

Wiersze: L Dodaj wiersz »

Wiersze » L:

<<<     1     2     3     [4]     ...     28     29     30     31     >>>

Co noc gdy już nas nuda...

Co noc gdy już nas nuda bezbrzeżna ogarnia
Gdy czczość jałową w myśli, w sercu pustkę mamy
Wypluwa nas na miasto knajpa lub kawiarnia
I błądzimy bez celu po zamknięciu bramy

A potem: łomotanie czasem półgodzinne
Nim wreszcie stróż zaspany obudzić się raczy
I myśl: zabłądzić w końcu pod drzwi jakieś inne
Co prowadza do Lepiej lub choćby Inaczej.
~ Lechoń Jan

: 25.03.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 81 |

Wiśnia

Rosła wiśnia w królewskim ogrodzie,
Król ją ujrzał o słońca zachodzie,
Ujrzał tajnym zapłonioną żarem,
I obłąkał swe zmysły jej czarem.

Ach, nie po to się czerwienię,
Żeby gasić twe pragnienie!

Jedni wierzą w śpiewające ptaki,
Inni w gwiezdne na błękicie znaki,
A ja ciebie będę czcił w twej krasie,
Wiśnio, wiśnio! Już ku zmierzchom ma się!

Ach, nie po to się czerwienię,
Żeby gasić twe pragnienie!

Uśmierz obłęd, ty - zorzo zorzysta!
Przejrzyj duszę do dna, bo zbyt mglista...
W tym ogrodzie dwoje nas, jak dwoje...
I wyciągnął ku niej usta swoje.

Ach, nie po to się czerwienię,
Żeby gasić twe pragnienie!

I wyciągnął usta w żal zaklęty
I skamieniał, szałem ogarnięty,
I nie wiedział, że nie dni samotne,
Jeno wieki mijają stokrotne.

Ach, nie po to się czerwienię,
Żeby gasić twe pragnienie!

Ona z dawna przez jego kochanie
Nieśmiertelne pozyskała trwanie
I wtulona w niewiędłe liście
Płomieniała odtąd wiekuiście.

Ach, nie po to się czerwienię,
Żeby gasić twe pragnienie!

A on w mgłę się rozcieńczył obladłą,
Ciało jego już w nic się rozpadło,
Jeno ustom, by mogły całować,
Wolno było w ogrodzie wiekować.

Ach, nie po to się czerwienię,
Żeby gasić twe pragnienie!

I śpiewały te usta do wiśni:
Brak nam oczu. Cóż ślepcom się przyśni?
Lecz cokolwiek nam sądzono w niebie,
Nie przestaniem należeć do ciebie!

Ach, nie po to się czerwienię,
Żeby gasić twe pragnienie!

Tędy właśnie szły dziewczęta młode,
Podziwiały ust wiernych urodę:
Usta, usta rozwarte do picia,
Jaki smutek stał się wam za życia?

Ach, nie po to się czerwienię,
Żeby gasić twe pragnienie!

Mogłybyście niejednej dziewczynie
Dać to szczęście, bez którego ginie!
Jakaż niemoc tak strasznie was więzi
Do tej wiśni, co trwa na gałęzi?

Ach, nie po to się czerwienię,
Żeby gasić twe pragnienie!
~ Leśmian Bolesław

: 25.03.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 93 |

Srebroń

Nastała noc, spragniona wymian
Mroku na dreszcze w półśnie rosy.
Dąb bałwochwalczo wierzy w Tymian,
We wpływ Tymianu - na niebiosy.

Światła na trawie mrą pokotem -
Śmierć świateł wzrusza leśne knieje.
Północ przedawnia się pod płotem,
A płot - przyszłością gwiazd srebrnieje.

Gdzie jest bezdroże? A gdzie - droga?
Gdzie - dech po śmierci? Ból - po zgonie?
Więc nie ma tchu i nie ma Boga?
I nie ma nic - a księżyc płonie?

Księżyc to - wioska ogromniasta,
Gdzie ciszę ciuła brat mój - Srebroń,
Co siebie własnym snem przerasta,
Więc mu istnienia w srebrze - nie broń!

To - niepoprawny Istnieniowiec!
Poeta! Znawca mgły i wina.
Nadskakujący snom - manowiec,
Wieczności śpiewna krzątanina.

W sieć rymów łowi srebrne myszy,
I srebrny chwast i srebrną jabłoń -
I rzuca strzępy srebrnej ciszy
Na księżycową błoń czy prabłoń...

Śmierci! - powiada - Mrok nas słyszy!
Nie śmiej się w niebo i nie błaznuj! -
I rzuca strzępy modrej ciszy
Na księżycowy znój czy praznój...

Jam ten - powiada - co mgłą dyszy
I wie, że Bóg to - łza i zamieć! -
I rzuca strzępy złotej ciszy
Na księżycową miedź czy pramiedź...

Pełno tam dolin, wzgórz, bajorów,
Modrych rozwiśleń i udniestrzeń,
I niby scena bez aktorów,
Rozpacza pusta w świetle przestrzeń.

I szepce Srebroń w dal znikomą:
Nie samym świtałem mrok się żywi -
Wszyscy jesteśmy nieszczęśliwi,
Lecz po co srebrnieć? - Nie wiadomo...

Nim śmierć w źdźbło mroku przeistoczy
Pomysł mych łez - i zarys ducha -
Niech mi gwiazdami spyla oczy
Nicości złota rozsypucha! -

I gdy tak mówi - nicość właśnie
Kłami połyska - zła i szczera -
I jeszcze jedna gwiazda gaśnie -
I jeszcze jeden Bóg umiera.
~ Leśmian Bolesław

: 25.03.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 83 |

Pragnienie

Chciałbym w lesie, w ostępach dzikiego błędowia,
Mieć chałupę - plecionkę z chrustu i sitowia,
Zawieszoną wysoko w zagłębiach konarów
Nad otchłanią jam rysich i wężowych jarów.
Tam na mchu, kołysany obłędną wichurą,
Chciałbym pieścić dziewczynę obcą i ponurą,
Głaskać piersi ze świeżą od mych zębów raną
I całować twarz, ustom jako łup podaną -
I słyszeć, jak dokoła grzechu mej pieszczoty
Pląsa burza skuszona i mdleje grom złoty,
I zwierz ryczy, ciał naszych przywabiony wonią,
Ciał górnych, wniebowziętych, co od ziemi stronią -
I chciałbym przez przygodny wśród gałęzi przezior
Patrzeć, pieszcząc, w noc - w gwiazdy i w błyskania jezior
I za boga brać wszelkie lśniwo u błękitu,
I na piersi dziewczęcej doczekać świtu,
A słońce witać krzykiem i wrzaskiem i wyciem,
Żyć na oślep, nie wiedząc, że to zwie się życiem -
I pewnej nocy przez sen zaśmiać się w twarz niebu
I nie znając pokuty, modlitw ni pogrzebu,
Jak owoc, co się paszczy żarłocznej spodziewa,
Z łoskotem i łomotem w mrok śmierci spaść z drzewa!
~ Leśmian Bolesław

: 25.03.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 95 |

Po ciemku

Wiedzą ciała, do kogo należą,
Gdy po ciemku, obok siebie leżą!
Warga - wardze, a dłoń dłoni sprzyja -
Noc nad nimi niechętnie przemija.
Świat się trwali, ale tak niepewnie!...
Drzewa szumią, ale pozadrzewnie!...
A nad borem, nad dalekim borem
Bóg porusza wichrem i przestworem.
I powiada wicher do przestworu:
Już nie wrócę tej nocy do boru! -
Bór się mroczy, a gwiazdy weń świecą,
A nad morzem białe mewy lecą.
Jedna mówi: Widziałam gwiazd losy!
Druga mówi: Widziałam niebiosy! -
A ta trzecia milczy, bo widziała
Dwa po ciemku pałające ciała...
Mrok, co wsnuł się w ich ściśliwe sploty,
Nic nie znalazł w ciałach, prócz pieszczoty!
~ Leśmian Bolesław

: 25.03.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 94 |

Pururawa i Urwasi

Pururawa i Urwasi
Pururawa w godzinie, gdy słońce mgły krasi,
Ujrzał nimfę wód przaśnych - Indiankę Urwasi.

Wynurzyła dłoń z wody, a za dłonią - głowę,
A niedługo - popierśną kibici połowę.

Górowała rozbieżnej pierścieniami fali,
Palcami z lekka pierśnych tykając korali.

Pururawa podpatrzył, jak nieśmiertelniało
Jej obciśle przywdziane powierzch ducha ciało.

Pomiażdżyła mu serce miłości nagłota -
Ją się skradać ku bogu ruchem snu i kota.

Porwał ją w swe ramiona ku warg swych potrzebie.
Ciebież tulę w objęciu? Odpowiedz, że ciebie!

Bożym wrzaskiem przeczyła rąk jego przemocy,
Wyrywała się z ramion aż do późnej nocy!

Ale on ją pod leśnym uciszył pagórem,
Wtłoczył żywcem do wora i przewiązał sznurem.

Jak złodziej, pomykając jarami po jarach,
Powrócił do dom z worem wrzeszczącym na barach.

Wiedział, co przyniósł w worze - a i po co - wiedział!
Stał u progu zdyszany - wór mu u nóg siedział.

Świerszcz w chałupie skowronił, jaskólił i brzęczał,
A on stał zadumany, a wór nagle klęczał.

Wróć mi wolę ruczajną, wróć stawne bezczasy!
Więcej we mnie drga boga, niż dziewczęcej krasy.

Darmo pragniesz się z wora prośbą wyszeleścić!
Chcę boga, com go schwytał, raz w życiu popieścić! -

Cóż ci po tej pieszczocie, co rozkosz przekracza?
Cóż ci po tej rozkoszy, co w otchłań się stacza?

Niech się rozkosz odmieni aż nie do poznania,
Już ja nigdy swojego nie wściągnę kochania!

I wyłonił ją z wora na żądz swych bezdroża:
Nie masz wokół nikogo, oprócz nas i łoża!

Oddam ci wniebowzbitą mych piersi urodę,
Warg mych odwilż różaną i ramion dogodę.

Jeno ukryj w pieszczocie nagość swego ciała.
Abym ludzkich upojeń ja - bóg - nie widziała!-

Po ciemku barwił łoże we kwiaty i liście,
W ciemnym łożu do niego polgnęła biodrzyście.

Kształt jej wgarniał w objęcia, płonął w jej upale,
A ustami wyławiał dwu piersi korale.

Kiedyż ty mnie podpatrzysz, jako w ciebie dyszę?
Nigdy cię nie podpatrzę! Dość, że dech twój słyszę!

Czemuż nie chcesz oczyma wyjść szczęściu na drogę?
Po cóż jeszcze mam widzieć to, co kochać mogę?

Chciałbym w oczach twych odbić radość, co mózg mroczy!
Bądźże mi niewidzialny, póki mam te oczy.

I czuł, w sobie zamilkły, że bogini ciało,
Wieczyściejąc ku niemu, chętnie namdlewało.

I namdlewał z nim razem rozkoszy bezsiłą,
Aż w namdlał w taki bezświat, że go już nie było.

Nie było go na drogach, ni w ukryciu alej,
Ani w nim, ni poza nim, ni bliżej, ni dalej!

Wezbrany poza łoża miłosnego miedzą,
Jeno poił się słodką o sobie niewiedzą.

I tak uczył się nie być od nocy do świtu,
Aż się zbudził przy gwiazdach - bywalec niebytu.

I ujrzał, że bogini, rozkoszą opiła,
W mrocznym łożu jaśnistym kształtem się ciemniła.

Ciemnij się w moją miłość, rozum mi odbieraj,
Ale w moich objęciach nigdy nie umieraj!

Jeno tyle umieram, ile miłość każe,
A spłodzę tobie syna w mych bioder pożarze.

I spłodziła mu syna na polu, w południe,
Kiedy zboże ku słońcu złoci się bezludnie.

Bogom w oczy wsmucony jestem od spowicia,
A weseli się we mnie życie spoza życia.

Pójdźcie ze mną do lasu nie opodal gaju,
Pragnę zbadać twarz ojców, odbitą w ruczaju.

Jest tam skwar w macierzance i chłód w leśnym dzwońcu,
Spróbujemy we troje zanieistnieć w słońcu.

Poszli za nim do dziwnie ruczajnego lasu,
Gdzie czas szumi wśród liści, a liście wśród czasu.

Poszli w skwar macierzanki, rozpełzłej samotnie,
I zabrnęli w chłód dzwońców - i już bezpowrotnie.

Troje było ich w lesie: dwa i jedno ciało,
Nikt nie wie, co się z nimi stało lub nie stało.
~ Leśmian Bolesław

: 21.03.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 110 |

Usprawiedliwienie

Gdy twój przyjaciel miast imienia,
Którego sławie tłum zazdrości,
Same zostawi mu wspomnienia
O błędach swoich namiętności
I cichym snem się w ziemi zdrzemie
To serce, w którym krew kipiała,
Gdzie tak szalenie, tak daremnie
Miłość z wrogością się zmagała,
Kiedy przez ogół potępiona,
Pochylisz głowę swą milcząco
I tłum orzeknie, żeś zhańbiona
Miłością, grzechu nie znającą -
Tego, co zasnuł żądz swych cieniem
Młodości twojej dni niewinne,
Błagam: nie wskrzeszaj złym wspomnieniem,
Nie złorzecz w ową mu godzinę.
Lecz oświadcz przed świętoszków ławą,
Że sędzia inny jes nad nami,
I wybaczania święte prawo
Kupiłaś męką swą i łzami.
~ Lermontow Michaił Jurjewicz

: 21.03.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 87 |

Kabała

Oto pragnę odgadnąć bieg życia strumieni -
Dni przyszłe, dni wysiłkiem godzin rozszalałe -
W dłoni mam karty, zżółkłe, jak liście jesieni,
Od wichru wróżb trawiących. Układam kabałę...

I gdy duch mój, prastarą z życiem strudzon waśnią,
W ogniach jasnowidzenia pali snów obiatę,
Pokój się rozezłaca w zamkową komnatę,
Ja - i wszystko poza mną wnet się staje baśnią!

Z kart głębi, gdzie się tają portrety odwieczne
Czterech dworów królewskich, zaświatowych dworów
Wychodzą, do odklętych podobne upiorów,
Króle, damy i pazie - cztery sny słoneczne!

Zmarłych dawno czarownic widziadlane syny,
W turkusach i topazach, w jedwabiach i złocie,
W stroju sennym, zawiłym - ku mojej tęsknocie
Zwracają martwe oczy i ust koral siny.

I unosząc w swych berłach wieczności promienie,
W kabalistycznym tańcu wirują po sali -
Damy, jak tulipany - pazie, jak złocienie,
Królowie, jak lotosy, które żądza pali!

Do tańca gra im zwiewna, dalsza od miesiąca
Muzyka, wywołana ich stóp wirowaniem,
Melodia, nie wiadomo skąd wypływająca,
Melodia, co trwa kędyś poza własnym trwaniem.

Trwa i śpiewa o bramach, gdzie w progach u celu
Nic nas jeszcze nie czeka, prócz oczekiwania,
O krainach przebrzmiałych, kędy w harf weselu
Sam taniec bez tancerzy upojnie się słania!...

Sam taniec bez tancerzy, sam szał bez przedmiotu -
Trwa i śpiewa i nagle w oddaleniu kona.
Wraz z nim pierzcha i moja baśń niedokończona,
Sen, wysnuty z niczego albo z gwiazd obrotu!

I znowu dawny pokój widzę pełen cieni,
Co przed chwilą krył zamku zaklętego chwałę -
W dłoni mam karty, zżółkłe, jak liście jesieni,
Od wichru wróżb trawiących. Układam kabałę...
~ Leśmian Bolesław

: 16.03.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 89 |

Łakomstwo

Na zło się i na siebie darmo człowiek godzi.
Wciąż w nim męka istnienia jako morze wzbiera
I patrzy w tajemnicze oczy Lucyfera,
Jak w gwiazdy, które świecą zabłąkanej łodzi.

Na takie jeszcze miłość nie stać słodkie dreszcze.
Jeszcze dziwnych się pieszczot długo uczyć musi,
Nim głód ten nienazwany w naszych sercach zdusi,
Abyśmy, mając wszystko, nie pragnęli jeszcze.

O! boskie, o tragiczne łakomstwo Adama!
O! grzechu pierworodny, mądry i głęboki!
Czyż jest jaśniejsze słońce niż te wieczne mroki,
Gdzie nie ma ukojenia, tylko żądza sama?
~ Lechoń Jan

: 14.03.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 82 |

<<<     1     2     3     [4]     ...     28     29     30     31     >>>

Wybierz wiersze autora na literę:

statystyka -