Wiersze: L Dodaj wiersz »
Ty Przychodzisz Jak Noc Majowa...
Ty przychodzisz jak noc majowa... Biała noc, noc uśpiona w jaśminie...
I jaśminem pachną twe słowa...
I księżycem sen srebrny płynie...
Kocham cię...
*
Nie obiecuję ci wiele...
Bo tyle co prawie nic...
Najwyżej wiosenną zieleń...
I pogodne dni...
Najwyżej uśmiech na twarzy...
I dłoń w potrzebie...
Nie obiecuję ci wiele...
Bo tylko po prostu siebie...
*
Kocham cię jak powietrze.
Jak dziurę w starym swetrze.
Jak drzewo na polanie...
Po prostu kocham cię... kochanie.
*
Czy pozwolisz, ze ci powiem...
W wielkim skrócie i milczeniu...
Że ci oddam i otworzę...
W ciszy serc, w potoków lśnieniu...
Słowa dwa przez sen porwane...
Przez noc ukryte... przez czas schwytane...
Słowa dwa, co brzmią jak śpiew,
dwa proste słowa....kocham cię. ~ Leśmian Bolesław
Ciało me wklęte w korowód istnienia...
Ciało me wklęte w korowód istnienia, Wzruszone słońcem od stóp aż do głów,
Zna ruchy dziwne i znieruchomienia,
Ktore zeń w śpiewie przechodzą do słów.
Zna pląsy gwiezdne, wszechświatów taneczność
I wir, i turkot rozszalałych jazd -
Pieśnią jest życie i pieśnią jest wieczność
W takt mego serca i nie moich gwiazd!
Gdy wieczór na noc do snu się układa,
Zmierzchami tłumiąc purpurowy żal,
Bóg, niby z nieba strącona kaskada,
W pierś mą uderza i rozdzwania w dal...
I drgają w piersi rozdzwonione losy,
Bije do głowy rozśpiewana krew,
I pieśnią całe ogarniam niebiosy,
I ziemię całą widzę poprzez śpiew! ~ Leśmian Bolesław
Toast Świętokradzki
Żem nieraz wchodził z wami w złośliwość zażyłą, Mistrze zgrzytów i chrzęstów, z których pieśń się czyni,
Więc mi dano się o was zadumać w świątyni,
Gdzie już nic się nie staje, prócz tego, co było...
Tu wybucha z witrażów tak tęczowy płomień,
Że ty bogu, a tobie bóg wyda się tęczą,
I obydwaj, zarówno pełni oszołomień,
Posłyszycie, jak wasze westchnienia współdźwięczą.
Lecz ja dłoń świętokradzką wyciągam w rozblaski
Aż po kielich, drzwi złotą dwutarczą strzeżony!...
Na dnie jego krwi Pańskiej koral zaczajony
Ustom, skorym do wina, nie poskąpi łaski! ~ Leśmian Bolesław
W pałacu królewny śpiącej
Królewna dłoń o martwe zraniła wrzeciono. Szerzy się snu zaraza!... Śmierć drzemie u płotu...
Drzewa, jawą parując, posnęły zielono.
Motyl zawisł nad studnią skrzydłami bez lotu.
Mrużąc przygasłych ślepi pilne ametysty,
Kot do snu łeb przypłaszczył na perłach w szkatule.
Pies się zwinął oszczędnie w kłębek wiekuisty,
Ogonem myśl o ludziach zaznaczając czule.
Kucharz wbił raz na zawsze nos, pełen spiekoty,
W dym, co zastygł w pióropusz, kędzierzawie zmarły
I w kierunku wszechświata dzierżył rondel złoty,
Gdzie do dna nicość z sadłem za pan brat przywarły...
Jego żona kochliwa, złocona kopystką
Szumną zupę bełtając w cwałującym garze,
Zasnęła ciałem - w kuchni, a duchem w bezmiarze
W chwili, gdy pomyślała, że miłość to - wszystko!...
Wujna z stryjną raczyły skamienieć bibilijne
W dwa posągi, godnością napuszone czujną
W czasie, gdy stryjna z króla szydziła przed wujną,
A wujna włos zsiwiały pobarwiła stryjnie...
A w sieni król, że wielbił prostotę kobieca,
Ściskając pokojówkę w miłosnym rabunku,
Zdrętwiał na samym wstępie tego pocałunku,
Co twarz w dziób niedorzeczny wydłużył mu nieco...
Rój dziadów na portretach w przeszłość zwiesił głowę...
A fotel, gdzie od drzemki głupiejąc bezwiednie,
Paź w uścisku pogmatwał poręcz i królowę,
Pruł się przez sen, co zresztą czynił w dnie powszednie...
Zaś w ostatniej komnacie, na łożu purpury,
Śniąc o drogich zawczasu minstrelach i skaldach,
Królewna, że tak powiem, byt przeżyła z góry
Z głową w przyszłość wtuloną pod domyślny baldach!...
I w puchach prałabędnych grążyła doszczętnie
Swe ciało tym piękniejsze, że już bez znaczenia...
A twarz bledząc uśmiechem, przydawała chętnie
Stłumionemu istnieniu - wyraz nieistnienia. ~ Leśmian Bolesław
* * * [Jak meteoru w noc błyskanie]
Jak meteoru w noc błyskanie Tak ja bez celu mijam.
Choć serce ciężkie niby kamień,
Lecz pod kamieniem żmija.
Od marnych uciech dar natchnienia
Ratował mnie w katuszy;
Lecz nawet szczęście - wybawienia
Nie da od własnej duszy.
Żądełem szczęścia, i śpieszyło,
By kres położyć bólom,
I nawet szczęście mi ciążyło
Jako korona królom.
Marzenia wszytskie odtrąciwszy,
Tylkom samotność zyskał,
Jak mrocznych, pustych komnat ciszy
Niegodny pan zamczyska. ~ Lermontow Michaił Jurjewicz
Wyznanie
Nie rań pogardą tej obcej dziewczyny,Jej czar jest inny, niżeli twój czar.Tyś memu ciału dreszcz w świecie jedyny,A ona ust mi chce oddać maliny- Czyjaż dłoń zdoła odtrącić ten dar?Wszak tobie pierwszej tę miłość wyznaję -Ona nic nie wie, choć czeka i śni.Szedłbym tak do niej, jak w lasy i w gaje,A odkąd znam ją, wciąż mi się wydaje,Że policzone są wiosny mej dni!Wargi ma falą w usmiechu ozdobne,Jaśnistym włosem polśnioną ma skroń,Spojrzena - pilne i z lekka żałobne,Dłonie do twoich niechcący podobne -Pieszcząc, pomyślę, że pieszczę twą dłoń...Jej zaklęć szepty nie zmienią mnie wcale,Jej pocałunek nie rozłączy nas!Pozwól mi odejść w ust tamtych korale,Bym łkał przez chwilę, bym kochał niestaleRaz jeszcze jeden, ach, tylko ten raz!
~ Leśmian Bolesław
* * * [Schyl się nade mną, chłopcze urodziwy,]
1 Schyl się nade mną, chłopcze urodziwy,
Dotknij mej piersi. Czyżbyś pierwszy raz
Pieścił kobietę? Jakiś ty wstydliwy!
Oto w objęciach upływa nam czas,
A jednak widzę, jak wciąż cię lęk bierze.
Lepiej na sercu niż u stóp mych leżeć,
Niech z twego życia jedną chwilkę mam.
Ja tak cię kocham! Złoto? Co mi tam...
2
Tyś taki śliczny! Wieczorem, bywało,
Czekając w oknie, słyszałam twój krok...
Pamiętasz? Gwiazada srebrzysta, jak anioł
Wśród potępieńców błądzący, przez mrok
Rzucała z wyżyn promienie na ciebie.
Jam była dumna, że mam tylko w niebie
Rywalkę, chociaż na czoło mi padł
Cień ludzkiej wzgardy... czy rację ma świat?
3
Czemuż mnie właśnie hańbą napiętnował?
Czym jest niewinność, gdy wśród ludzkich rzesz
Czci nie utraci ten, kto wstyd zachował!
Niewinnych kobiet wcale nie ma, wierz!
Tylko nie zawsze sposobność się zdarza
I cel pożądań. I juz nie uważa
Miłości swojej kochanka za grzech:
Czy-li jednego kocha, czy-li trzech!
4
Rodziców swoich jam wcale nie znała,
Wychowywana przez staruchę złą,
Nawet urodą sie nie wyróżniałam -
I bez radości młode życie szło.
Ledwiem podrosła, gdy w piętnastym roku
Mężczyzna kupił mnie z losów wyroku.
Łzy i błagania nie zbawiły mnie
I odtąd ginę, ginę dzień za dniem.
5
Lubię swą hańbę - ona mi pozwala
Całować ciebie i na parę chwil
Sprawić, że jesteś od trosk ciężkich z dala.
Tyś moim panem, a więc rozkosz pij!
A gdy mnie nawet udusisz w objęciu -
Umrę spokojnie, błogosławiąc szczęściu,
Że ty, o miły, zadałeś mi śmierć,
Bo gdy sie kocha - wszystko łatwiej znieść. ~ Lermontow Michaił Jurjewicz
Dzień skrzydlaty
Dzień skrzydlaty Rozwidniły się w słońcu dwie otchłanie - dwa światy -
Myśmy byli - w obydwu... A dzień nastał skrzydlaty.
Nikt nie umarł w dniu owym - nie zataił się w cieniu...
I pamiętam, żem myślał o najdalszym strumieniu.
Nie mówiłaś nic do mnie, lecz odgadłem twe słowa,
A on - zjawił sięnagle... Zaszumiała dąbrowa.
Taki - drobny i nikły... I miał - ciernie na skroni.
I uklękliśmy razem - w pierwszej z brzegu ustroni.
W pierwszej z brzegu ustroni - w pierwszej kwiatów powodzi
I zdziwiło nas bardzo, że tak biednie przychodzi.
Ubożeliśmy chętnie - my i nasze zdziwienie...
A on - patrzał i patrzał... Cudaczniało istnienie...
Zrozumieliśmy wszystko! - I że właśnie tak trzeba!
I że można - bez szczęścia... I że można - bez nieba...
Tylko drobnieć i maleć od nadmiaru kochania.
A to była odpowiedź, i nie było - pytania.
I jużodtąd na zawsze przemilczeliśmy siebie,
A świat znów się stał - światem... I czas płynął po niebie.
I chwyciłaś źdżbło czasu, by potrzymać je w dłoni,
A on - patrzał i patrzał... I miał - ciernie na skroni.
przekł.. Wacław Borowy
Od Kochanowskiego do Staffa
Warszawa 1992r ~ Leśmian Bolesław
Świdryga i Midryga
To nie konie tak cwałują i uszami strzygą, Jeno tańczą dwaj opoje - Świdryga z Midrygą.
A nie stęka tak stodoła pod cepów bijakiem,
Jak ta łąka, źgana stopą srożej, niż kułakiem!
Zaskoczyła ich na słońcu Południca blada
I Świdrydze i Midrydze i tańcowi rada.
Zaglądała im do oczu chciwie, jak do żłobu.
Który w tańcu mię wyhula, bom jedna dla obu? -
Moja będzie - rzekł Swidryga - ta pierś i ta szyja! -
A Midryga pięścią przeczy: Moja lub niczyja!
Ten ją porwał za dłoń jedną, a tamten za wtórą.
Musisz obu nam nastarczyć, skąpico-dziewczuro!
A ona im prosto w usta dyszy bez oddechu,
A ona im prosto w oczy śmieje się bez śmiechu.
I rozdwaja się po równu, rozszczepia się żwawo
Na dwie dziewki, na siostrzane - na lewą i prawą.
Dosyć ciała dwoistego mamy tu na łące!
Tańczże z nami południami, dopóki jarzące!
Jedna dziewka rąk ma czworo i cztery ma łydy !
Niech upoją nas do reszty twe słodkie bezwstydy!
Nasrożyli się do tańca, jak gdyby do boju -
Przysporzyli kwiatom zgiełku, łące - niepokoju.
Więc Świdryga pląsał z prawą, więc Midryga - z lewą,
Ten obcasem kurz zamiatał, a tamten - cholewą.
Na odsiebkę, na odkrętkę i znów na odwrotkę -
Podeptali macierzankę, błyszczkę i tymotkę!
Jeden wrzeszczał: Konaj żywcem!, a drugi:
Wciornaści! Tańcowali aż do zdechu i aż do upaści !
Aż poczuli, że dziewczyna życie w tańcu traci,
I umarła jednocześnie we dwojej postaci.
Pochowajmy owo ciało nie bardzo samotne,
Bo podwójne w tańcowaniu. a w śmierci dwukrotne.
Pochowajmy na cmentarzu, gdzie za drzewem - drzewo.
Zmówmy pacierz obopólny - za prawą i lewą.
W dwóch ją trumnach ułożyli, ale w jednym grobie -
A już huczy echo ziemne - tańczą trumny obie!
Tańczą, ciałem nakarmione, syte i hulaszcze,
Ukazując co raz w tańcu nie domkniętą paszczę.
Tańczą, skaczą i wirują, klepką dzwonią w klepkę,
Na odkrętkę, na odwrotkę i znów na odsiebkę!
Aż się kręci razem z nimi śmierć w skocznych lamentach,
Aż się wzdryga wnętrznościami przerażony cmentarz!
Aż się w sobie zatraciło błędne tańca koło,
Aż się stało popod ziemią huczno i wesoło!
Aż zmąciły się rozumy Świdrydze-Midrydze,
Jakby wicher je rozhulał na wiatraka śmidze!
I rozwiała się w ich głowach ta wiedza pomglona,
Gdzie jest prawa strona świata, a gdzie lewa strona?
W jakiej trumnie lewa dziewka. w jakiej prawa leży?
I która z nich i do kogo po śmierci należy?
Tak im w oczach opętanych świat się cały miga,
Że nie wiedzą, kto Świdryga, a kto z nich Midryga?
Jeno ujrzą otchłań śmierci czarną od ogromu:
A bądźcie tu. ludzie dobrzy, jak u siebie w domu!
Jedna trumna dla jednego, dla drugiego - druga,
W jednej wieczność prawym okiem, w drugiej lewym mruga !
Obłąkani nad przepaścią poklękali wzajem
I na klęczkach zatańczyli tuż, tuż nad jej skrajem.
Tańcowali na czworakach, tańcowali płazem,
Tak i nie tak - i na opak - razem i nie razem!
Aż wwichrzeni w mrok dwóch trumien, jak dwa błędne wióry,
Powpadali w otchłań śmierci nogami do góry! ~ Leśmian Bolesław










