Wiersze: G Dodaj wiersz »
Ballada o stajence
Matka pełna uśmiechu i chemii dłonie zamyślała w balii
co wieczór...
a nad dłońmi tymi
trzej królowie spóźnieni płakali.
Nawet aniołki. Gipsowe i krągłe
na kolędach jak wielbłądach fruwające,
krótkie szatki haftowane ogniem
na jej ręce rzucały w locie.
Woda nie była zwykła. Ze źródeł,
gdzie kadzidło rośnie i mirra,
palma także. I w liściastej urnie
Bóg się mały w piosence obmywa.
Przychodziły do niej z pustyni lwy płowe
gasić czerwone języki,
po głosie ich, po tęsknocie ich - człowiek
zjawiał się śpiewny i zwykły.
Na sianie szemrzącym, na szmerze
obok róży i bydła
leżał. Lecz róża z cierniem
była.
Trzej królowie chłostali zwierzęta,
ramionami ku gwieździe śpiewali,
zamyśliła dłonie matka uśmiechnięta
wonne płótno na zły całun kołysała w balii. ~ Gajcy Tadeusz
Z listu
Krok twój rześki w powietrzu słonym
dzwoni jak w wierszu
moim asonans;
lecz nawet takim
jasnym i rześkim
krokiem nie ujdziesz
czasom bez pieśni;
choćby zuchwały
był pod kołyską
nosił twe ciało -
nie schroni przyszłość
od smutku tego
co za wodopój
ma nas i niebo.
Zostało dla mnie:
piórem jak skrzydłem
trawę, kwiat, kamień,
po których idziesz
głaskać i imię
dawać najczulsze
słowem, co minie,
słowem, co przyjdzie. ~ Gajcy Tadeusz
Śmierć poety
Nie pomogły zastrzyki, recenzje i pomniki
ni kwaśne mleko:
Przyszedł szarlatan - szuja,
opukał go, pobujał:
-Dementia praecox.
Toż radość była w domu,
nareszcie koniec sromu,
skończony kłopot !
Dozorca śmiał się setnie:
-Zaraz mu nitkę przetnie
panna Atropos.
Żona klaskała w dłonie:
-Ach, przecie nadszedł koniec
pijackich orgii.
Bólów miałam nie mało,
nareszcie twoje ciało
wezmą do morgi.
Wszyscy stanęli kołem
z czołem bardzo wesołem:
Prasa, kuzyni;
i szacowne to grono
orzekło unisono:
-Dobrze tak świni!
Po co dziewki uwodził,
nocą domy nachodził,
sen rwąc dzieciątek;
i po co Pod Zegarem
lał w brzucho wino stare
świątek i piątek?
Zna go dobrze Warszawa:
Pożyczał-nie oddawał,
nasienie drańskie;
a poetyczne dale
to były te skandale
w Małej Ziemiańskiej.
Dobrze ci, stary draniu,
za grzechy nad otchłanią
inferna zwisasz.
Najprzód gwiazdy i róże,
potem stołek w cenzurze-
sprzedajny pisarz!
Tak to nadobne grono
radziło unisono
w śmiertelnej sali.
A że lico miał bladsze
orzekli:-Pewnie nadszedł
koniec kanalii.
Zapachniały zefiry,
brzękły potrójne liry,
pierzchnęła tłuszcza.
Serce alkoholowe
unieśli aniołowie
na złotych bluszczach. ~ Gałczyński Konstanty Ildefons
Droga Tajemnic
Błękitniejący umarłych proch rośnie w ziemi mocny jak żywioł
i na oczach pisze co noc
kręte znaki jak mróz na szybie.
Białą czaszką kołysze księżyc,
stosy planet utkanych z kości,
zagubisz się, pomylisz - w tym tokowisku zwierząt
szklistym włosem porosłych.
Łasi się grom i ciemność
do twych stóp: skuś się tylko i poddaj,
a zarośniesz jak liściem - ziemią
i zaleje cię ogień i woda.
Usta z lęku zwiotczałe jak gąbka
schylisz, poznasz: misterny znak
pisze w oczach ręką jak lotka,
który kości umarłych zna.
Będzie syczeć wapno i fosfor,
każdy ślad twój pokryje węgiel,
ale gwiazdy w kopule nocy
wzejdą bliskie i jakże piękne.
I wywiedzie cię z trwogi gęstej,
w zimnej skórze zamkniętego jak w łusce,
który ognia lub kwiatu szelestem
sen odmyka - jakże obcy i pusty. ~ Gajcy Tadeusz
Miłość bez jutra
Mój sen śmiertelny ciałem spełniasz i słowem płochym w śnie poczętym:
puszysta włosów twoich perła
jak promień krągły w pościel spływa,
gdzie dłoń pierzasta jak z igliwia
rozdziela cienie ciał od lęku.
Mówimy szeptem krwi łagodnej
słuchając w sobie: niech w nas płynie,
niech niesie - światło jak w roślinie
prześwietli serc planety małe
i obudzimy się słuchając
szelestu chmur i grania wody.
Bo tyle tylko jest w nas ciepła,
co dłoń zdziwiona objąć zdoła,
i trwogi tyle, co zakrzepła
wy ryj e w twarzy łza jak z ognia,
i głosu w nas, co wydać może
w kielichu warg języka ostrze.
Niech płynie w nas - mówimy jeszcze
ten szmer ciemności, póki księgę
obłoków wiatr przegina miękką.
Bo tyle tylko wiary w pieśni,
ile obrazu pod powieką
ziemi odbitej ostatecznie. ~ Gajcy Tadeusz
Ocalić od zapomnienia
Ile razem dróg przebytych, ile sciezek przedeptanych,
ile deszczów,ile śniegów,
wiszących nad latarniami,
ile listów,ile rozstań,
ciężkich godzin w miastach wielu,
i znów upór żeby powstać,
i znów iść i dojść do celu.
Ile w trudzie nieustannym,
wspólnych zmartwień,
wspólnych dążeń,
ile chlebów rozkrajanych,
pocałunków,schodów,książek,
oczy Twe jak piękne świece,
a w sercu źródło promienia,
więc ja chciałabym
Twoje serce ocalić od zapomnienia!
U Twych ramion płaszcz powisa,
krzykliwy,z leśnego ptactwa,
długi przez cały korytarz,
przez podwórze aż gdzie gwiazda Wenus(Mars?!),
a Tyś lot i górność chmurną,
blask wody i kamienia,
chciałabym oczu Twoich chmurność
ocalić od zapomnienia! ~ Gałczyński Konstanty Ildefons
Admirał
Przestań pisać te wiersze! - sykała kochanka w ucho, i tylko księżyc podsłyszał, schylone, różowe ucho.
I jakieś flety ukryte były w jej biodrach i żebrach,
a może to księżyc szumiał potworną palmą ze srebra.
A może to była Brazylia. A może byłem pijany.
Do kochanki prostej, jak palma, przywarłem uchem do palmy.
Z nieczytanego dziennika najśmieszniejszy wyraz kabokle
i noc uważnie patrząca przez gwiazdy jak przez binokle.
I jescze co? i co jeszcze? W dalekim kościele dzwony.
2-ga w nocy. Park przed oczami chodził jak tygrys zielony.
Usta tak bardzo blisko. Gwiazdy tak bardzo wysoko.
Może to jest poezja, a może tylko alkohol. ~ Gałczyński Konstanty Ildefons
Betleem
Nad smugami karawan chodziła jasna nowina -
powiła Smutna Panna
Żałobnego Syna.
Śpiewali Mu, śpiewali ochoczo,
pastusze melodie skakały jak deszcze,
grały królewskie korony
i palmowe grało powietrze.
Śpiewali Mu, śpiewali
cherubiny zwłaszcza w długich piórach
krągłą ziemię chylili nad Małym
i rączkami ją we śnie otulał.
Ale niedługo potem
zaczęło w górze straszyć
i za stajenką poruszali grzechotką
z armat buczących i maszyn.
I zapalili daleko
kilka krajów czerwoną łuną,
że trzepotał powieką
i spoglądał na Północ. ~ Gajcy Tadeusz
Nowy Świat
Kiedy wieczór gwiazdy porozwiesza, a od Wisły dmuchnie lekki wiatr,
jest ulica z wszystkich najpiękniejsza,
to jest właśnie Nowy Świat -
Gdy przyjdzie noc,
płyną światła przez Nowy Świat,
ten nowy Nowy Świat,
nasza radość, nasz dom -
na modrym tle
leci biały pokoju ptak
i mocno rośnie tak
dzieło serca i rąk -
latarnie lśnią
jak słoneczniki,
Warszawa śpiewa w nas,
my dla niej i z nią -
Nowym Światem idą nowi ludzie,
tyle świateł taki piękny świat,
i ty ze mną, najpiękniejsza, pójdziesz
przez ten nowy Nowy Świat -
1950 ~ Gałczyński Konstanty Ildefons










