Wiersze: G Dodaj wiersz »
Sonet CVI
To morze, piaski i skały straszliwe Z mymi kłopoty podobieństwo mają:
Bo te nie różną liczbę we mnie dają,
Jak morze piasków ma w sobie błędliwe.
Więc tej ostrości me myśli troskliwe,
Że morskie skały z nimi nie zrównają;
A jak na morze, tak na mię wpadają
To bojaźń, to wnet nadzieje zdradliwe.
Jak piasek, tak mój dowcip nierodzący;
Dusza z frasunku w skałę przemieniona;
Serce, jak morze, wichry utrapione.
Ono wód pełno, a me zatopione
Oczy są łzami; wżdy myśl niezgwałcona,
Acz wszelka radość rodzi żal trapiący. ~ Grabowiecki Sebastian
Szafirowa romanca
Szafirową nitkę wieczór plącze, szafirowe cienie zwodzą nad,
safirowy, szafirowy chłopcze,
że mnie kochasz, powiedz jeszcze raz.
Jeszcze raz w sekrecie
szukasz moich rąk,
jeszcze raz jak pierścień
drży księżyca krąg,
jeszcze raz namowy i rozmowy,
jeszcze raz, mój chłopcze szafirowy -
jeszcze raz w jaśminy,
jeszcze raz pod wiatr,
jeszcze raz popłynie
pieśń bez słów przez świat,
jeszcze raz powróżysz z płatków róży
i powtórzysz wszystko jeszcze raz.
Jesli kiedyś bedziesz w wielkiej biedzie,
zagubiony w plataninie lat,
do altany dawnej cię powiedzie,
zaprowadzi szafirowy ślad -
szafirowe ptaki
z szafirowych gniazd,
szafirowe szlaki
szafirowych gniazd,
szafirowe noce i noc owa
od szafiru cała szafirowa,
szafirowe suknie, szafirowy cień,
w szafirowym oknie szafirowy dzień.
Jeśli raz pokochasz w życiu szafir,
pójdziesz w szafir jako jedna z gwiazd.
1935 ~ Gałczyński Konstanty Ildefons
* * * (Oto widzisz...)
Oto widzisz, znowu idzie jesień - człowiek tylko leżałby i spał...
Załóżże twoj szmaragdowy pierścien:
blask zielony będzie miło grał.
Lato się tak jak skazaniec kładzie
pod jesienny topór krwawo bardzo -
a my wiosnę widzimy w szmaragdzie,
na pierścieniu, na twym jednym palcu. ~ Gałczyński Konstanty Ildefons
Wielkanoc Gastropaty
Jajek nie można,szynki nie można,takoż nie możnaszaszłyka z rożna.Indyk - katafalk,kura - agonia,piwo - gaffa,morderstwo - koniak.Mięso cięleceani pół deka,chrzanik - noc w męce,chyba do lekarstw.Sosy - satyra,kabul - testament,zupy - cholera,zamęt i lament.Kawa - dyspepsja,wizje niedobre,rum - epilepsja,cygaro - obłęd.Ani fistaszków, ani pistacji,wszystko prowadzido prostracji.Torciki - zgaga,mazurki - zgaga,mazurek szkodzi,tort nie pomaga.Pytam lekarza: - Co?A na to lekarz: - Gdybyś był bladszy,niech pan spokojnie w niebo popatrzy. ~ Gałczyński Konstanty Ildefons
Pieśń III
Ile razem dróg przebytych? Ile ścieżek przedeptanych?
Ile deszczów, ile śniegów
wiszących nad latarniami?
Ile listów, ile rozstań,
ciężkich godzin w miastach wielu?
I znów upór żeby powstać
i znów iść, i dojść do celu.
Ile w trudzie nieustannym
wspólnych zmartwień, wspólnych dążeń?
Ile chlebów rozkrajanych?
Pocałunków? Schodów? Książek?
Ile lat nad strof tworzeniem?
Ile krzyku w poematy?
Ile chwil przy Bethovenie?
Przy Corellim? Przy Scarlattim?
Twe oczy jak piękne świece,
a w sercu źródło promienia.
Więc ja chciałbym twoje serce
ocalić od zapomnienia. ~ Gałczyński Konstanty Ildefons
Powitanie i rozłąka
Już do niej czas! Więc noga w strzemię! Poleciał koń mój lotem strzał.
Wieczorny wiatr kołysał ziemię,
Zawisła noc na szczytach skał;
Już wypiętrzony w błękit siny,
Stał olbrzym - dąb w spowiciu mgły
I patrzył czarno spod gęstwiny
Tysiącem oczu pomrok zły.
Miesiąc wyjrzawszy zza pagórka
Przyświecał tęskno w wonnych mgłach,
Wiatr, szeleszczący w lekkie piórka,
Nawiewał w uszy dziwny strach;
Noc wyłoniła swe bojaźnie,
Przy drodze mej czyhają, tkwią -
Lecz dobrze mi, wesoło, raźnie
I w żyłach ogień płynie z krwią!
Przy tobiem był. Z twych ócz lazuru
Wszechzapomnienia piłem zdrój;
I wszystko w nas było do wtóru,
I każdem tchnieniem byłem Twój.
Wiosennej jutrzni pierwsze groty
Różowe padły Ci na twarz.
Od wymarzonej w snach pieszczoty
Przecudowniejszy uścisk nasz!
Lecz oto słońce już nas płoszy,
Uciekać mi potrzeba w dal:
W uścisku twym tyle rokoszy!
W spojrzeniu twoim jaki żal!
Nie żegnaj mnie tym wzrokiem szklanym,
Odchodzącemu uśmiech daj.
Co to za szczęście być kochanym!
I kochać, Boże, co za raj! ~ Goethe Johann Wolfgang
List znad rzeki Limpopo
Piszę do was ten list znad Limpopo, rzeki, która płynie przez kraj daleki.
Koło mego namiotu przechodzą stada słoni
i ludzie szmaragdowi i czerwoni.
Ja wiem, że u was teraz naftowa lampa krzywa
wieczorem nad stołem jak senna twarz się kiwa
i wszystkie domu zakątki
zasnuły wielkie pająki.
Tylko radio, dobra skrzynia polerowana,
daje wam czasem koncert na organach
i organowe wojsko z dzidami wychodzi na pokój i drwi,
a wasze stare serca skrzypią ze strachu jak drzwi.
Że bedzie deszcz, codziennie mówi ktoś ze skrzyni.
A u mnie wielkie gwiazdy są i ogromne rubiny.
Murzyniątka rozpinają palankin nad moją osobą
i w durnia gram z samym królem rzeki Limpopo.
A u was nuda i bieda,
myszy, deszcz i Polska ~ Gałczyński Konstanty Ildefons
Powoli otwierajmy barmę...
Powoli otwierajmy bramę, powoli idźmy po schodach,
wolno stąpajmy po korytarzu
do drzwi, do drzwi ostatecznych.
Bramę rok otwierajmy,
po schodach idźmy dwa lata,
a drzwi na swoje otwarcie
niech czekają całą wieczność.
Bo tam za tymi drzwiami,
całowana dwoma oknami,
stoi róża w wazonie... ~ Gałczyński Konstanty Ildefons
Modlitwa ślepego lunatyka
Który kwiatom woń dajesz, uśmiechy owocom, dniom jasność, zasię ciemność przeraźliwą nocom -
oddaj mi oczy moje, oczy zamyślone,
wiecznie w księżyc patrzące i wiecznie zielone. ~ Gałczyński Konstanty Ildefons










