Wiersze: C Dodaj wiersz »
Urywki z podartego wiersza
zaplecione ramiona... walka ogromnych żądz...
a noc błyskiem gromów patrzy w nas pochmurna
a w domu zrąb - uderza młot fali jeziornej
ponad świat ponad gromy burzę i nad ciebie
rozszerza się jak tuman rozkosz przeogromna
i gdy ja się na twoich biódr łodzi kolebię
w domu szczęście króluje dusza ma bezdomna... ~ Czechowicz Józef
Miłość
przedświt się czule czołgał przez mroczne puszcze i chaszcze
noc przed nim płynęła wołgą
górą krążyła jak jastrząb
u dróg ciemnych z niebem twarzą w twarz
chaty tłoczyły się w ciżbie
miłość bez gwiazd
miłość tlała po izbach
usta spadają na usta młotem
mocno ciemność sprzęga
pierwsze uściski młode
nieskończoną wstęgą
ciało się ciałem nakrywa
pachnącym świeżą śliwą
ramiona w gorącej przestrzeni
zamykają się ciemnym pierścieniem
tapczan twardy zgrzany jak rola
orzą chyże lemiesze kolan
aż zamiast pszenic wschodzących i żyt
zaszemrze srebrem świt
zastuka do okien biało
podnieść oczy spojrzeć z uśmiechem
to kwitnącej czereśni gałąź
zgięła się pod strzechę ~ Czechowicz Józef
Życie to Rotary Club
Powłoka dnia dzisiejszego jest obrazem wnętrza Powłoka wnętrza to próżność próżność to brak miłości
próżnoś jest rodzajem śmierci
Myśleć i żyć to ulec skrajnej próżności
Lecz siła ożywiająca Człowieka okazuje szacunek Człowiekowi
Człowiek jest JEDNOŚCIą w smutnym
skłóconym osaczeniu losu
Oto człowiek w lesie z dala od ludzi
Listowie leży nisko radosna zieleń ogarnia jak chmura
i trwa do południa rozpościerając chór ciemności
Sen zstępuje z szachownicy nieba dyrygując
oratorium które odsłania w miłości człowieka kłębowisko żmij
Człowiek jest JEDNOŚCIą w smutnym
skłóconym osaczeniu losu
Szedłem z pewnym człowiekiem Skradał się ulicą jak pantera
Nie zwracał uwagi na piekarnie Miał miły dom
Lecz nie zaprosił mnie do środka
Ukryłem się w jego piwnicy wśród książek pogryzionych przez szczury
i przy piecu czytałem o istotach szukających prawdy
Człowiek jest JEDNOŚCIą w smutnym
skłóconym osaczeniu losu
I słyszałem jak człowiek rzekł do człowieka : bądź ludzki.
Moją wyobraźnię zadziwił ten potwór we mnie
coś nieludzkiego w człowieku
co rozłupuje głowy i planuje zagładę
a każdy jest w sobie zamknięty i twardy jak szafir ~ Corso Gregory
Śpiąca w księżycu
Jaki jest kolor malin w księżycu ust.
Kolor rozgniecionych malin na ustach
Brwi czarne długie włosy
Twarz odurzona upojona zasłuchana w pełnię
(to są maleńkie srebrne dzwonki
czyste błyszczące dźwiękliwie jak rosa)
twarz dalejącej schowanej w śnie jak w przejrzystym morzu
we falach oddechów które nadają jej ruchomość
jak fale rzeki białym na dnie kamieniem
pogrążają przeświecają coraz słabiej przez sen przez światło nocy
jak tonąca szklana meduza
i słyszę pluski fal
czy kropli światła z drzew przez liście
na trawie białe plamy
słyszę
czy długie srebrne trąbki z głębokiego nieba
trąbki stłumione głośniejące szybko rosnące nagle wielkie
trąby chrypiący w blasze Wagner
syrena okrętowa słyszana w lesie nad portem
syrena okrętu odpływającego czy tonącego
T o c h m u r a u d e r z a o k s i ę ż y c
ciemniejesz
marmurowa
spadasz na dno
Cholera po co mnie budzisz czemuś uchylił ten namiot co chcesz
mało ci jeszcze było za te parę flach wina
Ale mnie mdli po tych malinach
oooch cholera ~ Czycz Stanisław
Marzenie miłosne
Zabawy których nie znacie Bo mimo wszystko
czasem
na moment
nagle jakby brak mi powodów
do mojej nieustającej radości
Wtedy w smutku jak w zaćmieniu
pozwalam przychodzić jaśniejącej
Gdy już nie mogę inaczej wyjść z nagłych przygasań
pozwalam ci przychodzić Inka
I wstaje słońce
Jego gorące fale
stulasz w złote objęcia rąk
w całujące usta
powoli
uśmiechasz się
nagle
uśmiechasz się.
W i d z ę c z e r w o n e z ę b y
jakieś miękkie zęby poruszające się w oddechach
widzę
To jest nawet dość ładne
ale
walę pięścią w twarz w zęby
kopię
i
krztuszę się w tych kopnięciach pluję krwią
i szczerzę wyłamywane oddechami zęby
śmieję się
I pozwalam ci przychodzić Inka ~ Czycz Stanisław
Z tamtego pokoju
Niemy geniusz dmie lekko w mój pokój bez okien
On - mądry niemowa
wystukuje szyfr lub wyrok
- pijak przebił ścianę by schwytać burzę!
Przez szczelinę! Przez szczelinę!
Syciłem się krwią co łatwo popłynęła. ~ Corso Gregory










