Miasta Polski                        
Logowanie
Menu
Reklama
Wybierz kategorię
Statystyki

Wierszy: (2352 / 1)


-----------

Użytkowników: 23

Komentarzy: 0

Osób online: 1

Wiersze: C Dodaj wiersz »

Wiersze » C:

  [1]     2     >>>

W ulotnej ręce czasu

Na stopniach lśniącego domu wariatów
słyszę jak sędziwy dzwon wstrząsa leśną polaną,
żałobny dzwon mego świata
Wspinam się i wchodzę na burzliwe zebranie rycerzy
którzy nie wiedząc o mnie rozłożyli mapy z pergaminu
i palcami w kolczudze tropią moje przyjście
wstecz wstecz wstecz gdy na czarnych stopniach
Rzymu - liry Nerona - stałem
a w mych ramionach płaczący filozof -
ostatni krzyk szalonej historii
Teraz wiedzą o mej obecności
me przyjście oświetlone znakami
Wielkie okna Raju otwarte
W lśniący pył spadają zasłony Przeszłości
W chmurach różnobarwnych ptaków
Światło skrzydlate światło O cudzie światła
Czas mnie bierze za rękę
i prowadzi urodzonego 2ó marca 1930 z szybkością 100 mil/godz.
ponad targowiskiem wyboru
co wybrać ? co wybrać
Och - opuszczam pomarańczowy pokój mitu
nie mogę zamknąć zabawek Zeusa
Wybieram pokój na ulicy Bleecker
Dziecinna matka karmi mnie białą mediolańską piersią
ja ssę walczę i krzyczę Olimpijska matko
nie znam tej piersi
Śnieg pada
Dziesiątki koni skazanych na oblodzony asfalt
Nędzne sny Czarne korytarze szkoły Nr 42 Dachy
Gruchające gołębie
Prowadzany z szybkością 100 mil/godz. ponad tymi ulicami mafii
świętokradczo zrzucam skrzydła Hermesa
O Czasie bądź litościwy
strąć mnie poniżej tłumu aut
nakarm inną szare drapacze chmur
wyczerp me serce twymi mostami
Odrzucam mą lirę Orfickiej daremności
I wskutek tej zdrady wspinam się po lśniących szalonych stopniach
i wchodzę do pokoju o rajskim świetle
ulotny
Czasie
długi długi długi pies goniący za swym ogonem
chwyta mnie za rękę
wprowadza w warunkowe życie
~ Corso Gregory

: 29.06.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 1099 |

Burza

Wysoko powietrzem snują się gorące ogrody elektryczne
Przejrzyste dziewczęta rozchylają drzewa

wirujące sferyczne zwierciadła
odbijają ich odsłoneczne i bardzo jasne włosy
lśniące grzebienie w rozchylonych coraz bardziej drzewach elektrycznych

aż nagle drzewa jaskrawie wyłamują się z trzaskiem chmur

Wiatr szum elektrycznych lasów

pękają sferyczne lustra
płaczą dziewczęta
~ Czycz Stanisław

: 07.05.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 1169 |

{O Autorze}

A miłość moja, bracie, dwuskrzydlata
Od uwielbienia do wzgardy
C K Norwid

Gdybym żył w roku 1883
mógłbym jeszcze rozmawiać z Norwidem
a w roku 1891 jeszcze z Rimbaudem

ale cóż bym mówił

Żyłem w roku 1945
i mógłbym jeszcze rozmawiać z Hitlerem
albo z Himmlerem lub

Ale co bym im powiedział

Moje słowa tego nie mogą unieść
są bezskrzydlate
od miłości do nienawiści
~ Czycz Stanisław

: 14.03.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 1195 |

Uccello

Oni nigdy nie umrą na tym polu bitwy
ani cień wilków czyhających, na łup wojenny nie zagarnie
ich skarbów jak oblubienic spod wszelkich horyzontów
Nie będzie zmarłych, by ścisnąć ich puste brzuchy
ani stert sztywnych koni by krwią spryskać ich, lśniące oczy
lub przyspieszyć pożeranie zmarłych
Oni woleliby dąsać się oszalałymi z głodu językami
niż uwierzyć że na tym polu nikt nie umrze
Oni nigdy nie umrą walczą tak objęci
oddech przy oddechu oko obok oka nie można umrzeć
ani drgnąć blask się nie sączy ramię bez maczugi
tylko koń dyszący obok konia tarcza błyszczy
przy tarczy promienna błyskiem ska spod hełmu
ach jak trudno wpaść między te splecione lance
I te chorągwie ! gniewne lśniące godłami w poprzek
wytartego nieba
Myślałbyś że namaluje armie na rzek mroźnych brzegu
rzędy żelaznych czaszek błyskających w mroku
Myślałbyś że tu Dukt nie umrze
usta wszystkich rycerzy są jak zamek pieśni
każda żelazna pięść senny gong cep dzwoniący o cep
jak szczęk złota
o, jak bym chciał się znaleźć w takiej właśnie bitwie !
srebrny człowiek na czarnym koniu z czerwonym sztandarem
i pasiastą
lancą nigdy nie umrze lecz wiecznie trwać będzie
jak złoty książę malowanej wojny
~ Corso Gregory

: 12.03.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 1056 |

Na Akropolu

Na Akropolu siedziałem ja krótkotrwały
Wśród Czasu nieubłaganie kruszącego kamień,
Słyszałem jak przeszyty Październik zakrzyknął
Gdy Cztery Wiatry rozrzuciły z hukiem
Płatki skamieniałego śniegu.
Widziałem spowitą w białe płótno Nike
Zwiniętą jak zwierzę kopalne
- Jej powiewną szatę, rozwiązany sandał,
Zachód słońca ogrzewał stogi siana;
Rozpostarła się szata ziemi,
A Kariatydy stały w powietrzu
Podtrzymując niebo,
Wokół nich jutrznia i bursztyn,
Jak jedwabiste trąbki walczące o przewagę.

Jak bogaty w sen o miłości
Tam byłem, O wysokie miasto!
Dumny i pyszny, że właśnie ja,
Zaledwie młodzieniec
Mogłem nakryć stół dla Zeusa -
Obrus, zastawę srebrną i pokarm
Położono na stalowym stole
W małej izbie.
A teraz siedziałem w bezmiernej twej ekspansji w czasie
Dziękując Bullfinchowi i Will Durantowi
Ich Atenie i Siedzącej Demeter,
I wszystkim dawcom snów
Że Olimp to nie miejsce
Gdzie młodzież tylko usługuje
A w starości nie siada za stołem.

Noc była odpowiednia!
Włączono chyba wszystkie wtyczki nieba
Noc była czarna i biała -
A księżyc jak pierś kobiety
Karmił Partenon do syta.
Szybko krążyłem wśród filarów
Jak duch wijący się w przód i w tył,
Szczęśliwy tygrys Sambo, magnes trzymany przez niebo -

Bez tchu stałem w kolumnę zmieniony przez księżyc,
Słuchając lamentu Sofoklesa w dole.
Teatr się świecił! A chór zawodził -
Widma! Widma w dwu szarych rzędach
Kiwające się w przód i w tył i wbiegające
By pochwycić coś i uciec; to cofające się znów,
Bełkoczące i sylabizujące prastarą skargę
- To wszystko z młodych płuc na parterze.
z twarzą wciśniętą w filar płakałem
Płakałem za mym cieniem tym wiernym strażnikiem
Rozpryśniętym na najpiękniejszej posadzce świata.
~ Corso Gregory

: 10.03.2008 | : - | : 0 | : 0 | : 1155 |

Muza erotyku

branko mych ramion biała w nagiej korze
znak twojej mocy moich warg koranem
chylę się tobie niespełnionym dzbanem
spełń moje gliny w spełnienia jeziorze

struno dźwięcząca męskich jarów orzech
noc między nami strąciła cyklamen
i towarzyszy koronkowym pianem
łzie zatrzaśniętej w ognistej komorze

nimfo ze złotych ogrodów hesperyd
nawo miłosna tobie zachwyt szczery
za kształt i kunszta w miłosnym duecie

po strunach róży słowikiem sczesana
bądź pozdrowiona kapłanko różana
w anadiomeńskich gołębic sonecie
~ Czachorowski Stanisław Swen

: 10.12.2007 | : - | : 0 | : 0 | : 1085 |

Średniowieczna anatomia

Zęby to bramy zamkowe ust
Języki - smoki
Gardła - lochy
Nosy to łucznicy
Oczy - wieżyce złotowłosych dziewic
Mózgi to straże
zdolne wypatrzyć
zdradę Czarnego Księcia
~ Corso Gregory

: 26.11.2007 | : - | : 0 | : 0 | : 1046 |

Eros i Psyche

na morzach nocy odpływ szumi pianą
jak w szkło w pustkę srebrnawą przenika poranek
chce wydobyć z topieli dom mój miasto wzgórza
słaby i bardzo szary próżno skrzydła trudzi
mimo że świt z mórz nocy świat się nie wynurza

z zorzy bez horyzontu głosy dwojga ludzi

słowa toczcie się do niej
powiedzcie znowu

serce myśl
miłuję

wracajcie jego słowa wonne
szepnijcie mu ode mnie to samo
miłuję

jedno to jest od wieków
głód zagłada i ty
jedno to jest od wieków
głód zagłada i ty

wiatr wieje z siwej nicości
świt nieznany ma zimny oddech
aleś ty jak woda rzeźwiąca
a my razem jak miecz i dłoń

płaczę
miłość smutek wspólne to drzewo
jak chmura i grzmot
pod ręką czuję twe serce
smuci się równie

oczy ci łzami zaszły
wargi drżą tak skrzydła złamane trzepocą
to ból nie smutek

nie myśl
bo może dlatego płaczę
żeś nie widział nigdy moich łez

nie słuchaj serca
bo może goniłem ku tobie z prędkości miłowania
zmęczyło się

zapomnij o przeszłych i przyszłych
opuść błyskawice szalone
cóż że gwiazdę na której się unosimy
niebo uroni wkrótce

zapomnienie to ty
ty jesteś przy mnie
więc nie czeka mnie nic i nie żegna przede mną ni za mną
ty wieczność

głębiej szerzej
niż sądzisz

jesteś sprzed sił
które czas wydarły z łona bogów
mocna

miłuję
miłuję

na morzach nocy odpływ szumi pianą
jak w szkło w pustkę srebrnawą przenika poranek
szarość stoi na lądach beznadziejną ścianą
ziemia drży chce otrząsnąć się z tej tępej krzywdy
po coś słuchał człowieku
rozmowa dwojga zgasła w konstelacjach sekund
mogłoby nie być jej nigdy
obawa w psiej skórze zawładnęła moim psyche
zacząłem bać się samego siebie
nie chcę być obcy
dla samego siebie
chcę na zawsze siebie rozumieć
i pożądać Psyche
błagać siebie rozpocząłem we wtorek
błagałem aż do Dziennika
później przestałem błagać
zacząłem płakać
nie poskutkowało
usnąłem i spałem
śniła mi się czerń
nostalgiczna czerń i nic poza nią
a gdy się obudziłem nie było strachu
i nie było Psyche...
~ Czechowicz Józef

: 01.11.2007 | : - | : 0 | : 0 | : 1198 |

Kochanka nr 29

Miasto gasło miękko na spoczynek. Cisza siwy rozbijała obóz,
gdy długo w noc spazmowały twoje blade nogi.
Z jednakim smutkiem pończochy z nich zdzierałaś jak skórę
i z ciałem zlepiony szmer bluzki, bezwstydnie kobiecy,
skórę równą rękom twoim obu,
rękom pachnącym świeżo, jak brzóz leśne stogi.
W sprzętach tyle lśniło niepokoju, które
śmiało błyszczały, jak z bzu, białe plecy.
Co dzień odpływam, ciałem pobity, i znowu powracam, tłumiąc
radość i człowieka w porę,
płonąc, na poduszkach rozsypany w podnieceniu dzikiem.
Pocałunkami zatrzaśnięty jak drzwi.
Potem:
przy bladym chwianiu ramion, jak świecy,
w oczach, cicha dziewczynka przez słomkę pije złoto
i maszerują drzewa, odziane lśniącym chodnikiem.
Wyłazi z chmur dymiący świt, jak góra bolesnych, kobiecych
wnętrzności.
Ogniem różowym prześwieca przez piersi żytnią korę.
W szybach się wlecze z posłania od krwi.
Żal mi, gdy dreszcze zostawiwszy w sukni, cała nagle oderwiesz się
z krzykiem,
gryząc me wargi z pośpiechem na pożegnanie miłości.
~ Czuchnowski Marian

: 22.10.2007 | : - | : 0 | : 0 | : 1086 |

  [1]     2     >>>

Wybierz wiersze autora na literę:

statystyka -