Wiersze: B Dodaj wiersz »
Co za harfa...
Co za harfa siwa od doskonałości
wschodzi
lotowi muchy
...
ona w nią!
i teraz dopiero
między już nigdy a bezczasem
jęcząc, co wychodzi na bzyk,
że to ten cud grania
wiadomo
komu? ~ Białoszewski Miron
Disce puer.
Siadł król Batory na swej stolicy, W sławy i blasku potędze;
Miecz mu połyskał w dzielnej prawicy,
Dłoń drugą oparł na księdze.
Przed królem stało młode pacholę,
Uśmiech miał w oczach swywolny,
Ale myśl jakąś jasną na czole,
A był to biedny żak szkolny.
Choć ubiór jego nie lśnił szkarłatem,
Bo nosił świtkę siermiężną;
Nie drżał on trwożnie przed majestatem,
Choć stał z pokorą należną.
A król i mędrzec w jednej osobie,
Los chłopca mając na względzie:
Ucz się - doń rzecze, - a ja to zrobię,
Że w pierwszych będziesz stał rzędzie!
Bo wiedział król ten, że nie garść złota,
Darzy znaczeniem i władzą;
Ale nauka, prawość i cnota,
Na szczeble sławy prowadzą.
I choć król dawno spoczął już w grobie,
Dotąd brzmi jego orędzie:
Ucz się pacholę! a mówię tobie,
Że będziesz w pierwszych stał rzędzie! ~ Bełza Władysław
* * * [Jaki miły i mądry facet]
Jaki miły i mądry facet naprawdę mądry
nie z tych przemądrzałych
obieżyświat
co to z niejednego pieca chleb jadł
wyrozumiały i uprzejmy
cała anatomia jego twarzy
zdradzała lekki wysiłek
ust:
by mądrzej i grzeczniej do mnie mówić
oczu:
by uważniej i uprzejmiej mnie słuchać
taaaak...
naprawdę nie mogłem nie napluć mu w mordę ~ Bursa Andrzej
Fatalizm
Ciebie jedną wiecznie mam przed oczyma, Tyś mój obłęd, tyś mój ból i ostoja...
Wszystko przetrwa, przeboleje, przetrzyma
Taka miłość nieśmiertelna jak moja.
Byłem słowem, byłem cieniem i duchem,
Teraz jestem echem twego patosu.
Los przytwierdził mnie do ciebie łańcuchem,
I już nie ma wybawienia od losu.
Muszę czekać z rozpaczliwym uporem,
Muszę umrzeć albo żyć z tobą razem...
Nie odrąbiesz mnie od siebie toporem,
Nie wypalisz rozpalonym żelazem!
(1942) ~ Brzechwa Jan
Na ulicy Słowiczej
Na ulicy Słowiczej, na ulicy zmyślonej Nie ma wcale kamienic, tylko same balkony.
Pozawieszał je nigdyś na pozornych zawiasach
Obłąkany architekt, który nie żył w tych czasach.
Nikt z przechodniów nie dotarł do zmyślonej ulicy;
Unikają jej szklarze i wędrowni muzycy,
Tylko księżyc zarzuca na balkony swą pełnię
I przepływa bez cienia, niewidzialny zupełnie.
Na balkonach są róże, a na różach słowiki;
Róże mdleją po nocach od słowiczej muzyki,
I to wszystko się dzieje, jakby działo się we śnie,
A zarazem istniało poza snem jednocześnie.
I odróżnić nie sposób mgły od snu, co tak ściśle
Mgłą się staje jak dotąd w żadnym innym zamyśle.
A ty błąkasz się nocą po ulicy Słowiczej
Pełna westchnień tłumionych i niewiernych słodyczy,
I ku górze wyciągasz przezroczyste swe dłonie,
Bym ukazał się tobie na zmyślonym balkonie. ~ Brzechwa Jan
Spotkanie nazajutrz
Ujrzałem ją w wieczornym zamęcie, w zawierusze wesołej zabawy,
wśród wielu obnażonych ramion,
wśród wielu twarzy, rąk i krawatów.
Przecisnąłem się do niej i zawołałem:
- Wypijmy za nasze marzenia!
W butelkach snuła się złocista mgła,
pełne mgły były kieliszki,
mgła spływała po oczach.
Pochyliłem się do jej ucha i szepnąłem:
- As kier!
Trzymałem ją za rękę, żeby nie odleciała.
Ten nocy była mgłą i ptakiem.
Godziny trącając się kieliszkami
brzęczały aż do świtu.
Ptak odleciał,
na oczach została mgła.
Nazajutrz przyszła na umówioną schadzkę.
Przyglądałem się jej z daleka,
myślałem:
- ona to czy nie ona?
Nie wiem, nie wiem...
Twarz jej wymknęła się mojej pamięci.
Stałem w oddali
i myślałem z bijącym sercem:
- Nie wiem, nie wiem...
Jak można było zapomnieć?
Poszła ulicą i zniknęła mi z oczu.
A ja kocham wciąż tę, której nie pamiętam.
Kocham daleką, zapomnianą mgłę. ~ Brzechwa Jan
* * * [I tak zostałaś]
I tak zostałaś : przechylona i z półuśmiechem pożegnania
na drżących wargach. Jak na scenie,
gdy rola ma się ku końcowi,
smęt w słowach brzmi aktora-smutek
spojrzeniem mi podałaś. Może
to tylko błysk był skośny słońca
od ócz odbity? Może prawda
jest tylko chwilą, która mija,
refleksem słońca tak rozpierzchłym,
jak twoja twarz w pamięci mojej... ~ Borowski Tadeusz
Tłumaczenie się z twórczości
chcą od mojego pisania nabrania życia otoczenia a ja ich łapię za słowa
po tocznie
po tworzę ~ Białoszewski Miron
Dzień zaduszny
Kiedy miedzianą rdzą Pożółkłych jesiennych liści więdną obłoki,
Zgadujemy, czego od nas obłoki chcą,
Smutniejące w dali swojej wysokiej.
Na siwych puklach układa się babie lato,
Na grobach lampy migocą umarłym duszom,
Już niedługo, niedługo czekać nam na to,
Już i nasze dusze ku tym lampom wkrótce wyruszą.
Jeżeli życie jest nicią - można przeciąć tę nić,
I odpłynąć na obłoku niby na srebrnej tratwie...
Ach, jak łatwo, ach, jak łatwo byłoby żyć,
Gdyby nie żyć było jeszcze łatwiej! ~ Brzechwa Jan










