Wiersze: A Dodaj wiersz »
Nad głębiami
Póki w narodzie myśl swobody żyje, Wola i godność, i męstwo człowiecze,
Póki sam w ręce nie odda się czyje
I praw się swoich do życia nie zrzecze,
To ani łańcuch, co mu ściska szyję,
Ani utkwione w jego piersiach miecze,
Ani go przemoc żadna nie zabije -
I w noc dziejowej hańby nie zawecze.
Zginąć on może z własnej tylko ręki:
Gdy nim owładnie rozpacz senna, głucha,
Co mu spoczynek wskaże w grobie miękki -
I to zwątpienie, co szepcze do ucha:
Że jednym tylko lekarstwem na męki
Jest dobrowolne samobójstwo ducha. ~ Asnyk Adam
Sonet II
Pierwsze uczucia, to kwiaty wiosenne, Co się swą własną upijają wonią,
Przed żywszym blaskiem jeszcze w cień się chronią
I wierzą jeszcze w swe trwanie niezmienne.
Po nich, ach! inne stubarwne, płomienne,
Znów zakwitają i za słońcem gonią;
Wiedzą, że zwiędną - więc czasu nie trwonią
I gaszą tylko pragnienia codziene.
A później znowu wspomnień astry blade
Wschodzą samotne na schyłku jesieni
I chcą trwać tylko, i walczą z ulewą,
Widząc wokoło martwość i zagładę -
A w końcu jeden cyprys się zieleni,
Ponure, smutne rezygnacji drzewo. ~ Asnyk Adam
Nie-bajka
Spadł z drzewa topoli pączek I płynie z potoku pianą,
Na nim sieć osnuł pajączek,
Czyha na muszkę schwytaną.
Próżno się z więzów wyrywa
I targa sprężyste nici;
Gdy się wysunie wpółżywa,
Pająk w objęcia ją chwyci.
Z wolna ją dusi i gnębi,
Zanim śmiertelny cios zada,
A pączek płynie ku głębi,
Gdzie nurt potoku w dół spada.
I wkrótce po muszki klęsce,
Gdy się już więcej nie broni,
Z ofiarą razem zwycięzcę
Wir wodny pogrążył w toni.
Adam Asnyk
30 grudzień 1888 ~ Asnyk Adam
Przychodzisz do mnie
Przychodzisz do mnie, nie mówisz nic, Lecz ukazujesz swe rany,
Śmiertelną bladość zmartwiałych lic
I całun krwią twą zbryzgany!
Zatapiasz we mnie żałosny wzrok,
Co w pierś mi wbija swe ostrze,
Aż grozę śmierci, nicestwa mrok
Nade mną wkoło rozpostrze.
W duszę mi spływa rozpacz i wstyd,
I cała konania męka...
I potępieńców ściga mnie zgrzyt...
I serce z bólu mi pęka! ~ Asnyk Adam
Nie będę cię rwała
Nie będę cię rwała, Konwalijko biała,
Bobyś ty na moje
Płochość narzekała.
Myślałabyś sobie,
Ze to na złość robię;
Rośnij więc szczęśliwie,
Gajom ku ozdobie.
Nie mam ja dziś komu
Kwiaty nieść do domu,
Nikt mi ich nie wyjmie
Z włosów po kryjomu.
Nie ma już sąsiada,
Co kwiaty wykrada;
Zdradziecki to chłopiec,
Ale słodka zdrada!
Pokąd nie przyjedzie,
Nic mi się nie wiedzie,
Bo wciąż tylko myślę
O młodym sąsiedzie.
I wszystko mnie nudzi,
Uciekam od ludzi,
Nawet zrywać kwiaty
Chętka się nie budzi.
Możesz więc w spokoju
Rosnąć tu przy zdroju,
Dziś minie nie przyjdzie
Z kwiecistego stroju.
Lecz gdy wróci luby
Zawrzeć ze mną śluby,
Wtedy, konwalijko,
Już nie ujdziesz zguby.
Adam Asnyk
13 październik 1870 ~ Asnyk Adam
Bławatek
Jaki to chłopiec niedobry! Tak mnie wciąż zbywa niegrzecznie,
Muszę się gniewać na niego,
Gniewać koniecznie.
Niedawno wyrwał mi z ręki
Zerwany w polu bławatek
i przypiął sobie do piersi
Skradziony kwiatek.
I jeszcze żartował ze mnie,
Gdym się żaliła na psotę,
Bo mówił, że ma coś więcej
Ukraść ochotę.
Że oczy moje piękniejsze
Niźli ten kwiatek niebieski,
Że chce pić rosę z bławatków,
A z oczów łezki.
I mówił dalej niegrzeczny,
Że mnie rodzicom ukradnie,
Tak straszyć kogo, doprawdy
Że to nieładnie.
Chciałabym gniewać się bardzo! -
Nie widzieć więcej... ach! trudno;
Wiem, że mnie samej bez niego
Byłoby nudno.
Ale go muszę ukarać,
Podstępu na to użyję:
Będę umyślnie płakała,
Niech łezki pije! ~ Asnyk Adam
Echo Kołyski
Gdym jeszcze dzieckiem byłBudzącym się na światGdy wątły żyvia kwiatJeszcze się w pączku krył,Na łono matka mnie brała,Pieściła i całowała,Gdym jeszcze dizeckiem był.Pamiętam po dziś dzień,Jak kojąc płacz lub gniew,Nuciła tskny śpiew,Co falą słodkich brzmieńDobywał uśmiech na nowo;I każde piosnki słowoPamiętam po dziś dzień"Dziecino nie płacz! nie!Rozjaśnij twoję twarz,Dopóki matkę masz,Nie może ci być źle;Na moim oprzyj się łonie,Ja cię przed bolem zasłonię - Dziecino nie płacz, nie!"Chowaj na później łzy!DZiś jeszcze anioł stróż Girlandą białych różOkala twoje sny,Na tkance marzeń pajęczejMaluje kolory tęczy - Chowaj na później łzy!"Rozkoszą wszystko tchnie,Śpiewa ci ptaków chór,W twym niebi enie ma chmurAni goryczy w łzie;Życie uśmiechem cię witaI każdy kwiat ci rozkwita,Rozkoszą wszystko tchnie!"Więc duszę swoję pieśćJutrzenką rajskich farb,I czystych uczuć skarbW niewinnej piersi mieść!Byś mógł zaczerpnąć w tym zdroju,Gdy ci przybraknie spokoju - Więc duszę swoję pieść!"Bo przyjdzie taki dzień,W którym, o synu mój,Napotkasz tylko znójZamiast rozkoszy tchnień:Zdrada ci oczy otworzy,Nieufność ducha zuboży,Bo przyjdzie taki dzień."Przyjdzie ci płacić krwiąSerdecznych marzeń dług,Zdepcze Cię w prochu wróg,Znieważy boleść twą;Szlachetny poryw zapałuI miłość dla ideałuPrzyjdzie ci płacić krwią."I bół swój będziesz niósłSamotny sercem w świat!Zawodów, złudzeń, zdradBędzie ci wieniec rósł,Cierniami otoczy skronie Skrępuje na zawsze dłonieI będziesz ból swój niósł"Na taki życia zmrokRozbicia ciemną noc,Zachowaj ducha mocI jasny dziecka wzrok.Niech ci wspomnienie kołyskiPrzyniesie matki uściskiNa taki życia zmrok!"Pomimo gorzkich próbZawsze, ach! Dobrym bądź!Z miłością drugich sądźI patrz z nadzieją w grób.Nie zatrać dziecinnej wiary,Nie żału swojej ofiary - Pomimo gorzkich prób."O, nie mów, dziecię me,Że marny życia trud,Że wszystko fałsz i brud,A prawdą tylko złe;Że trzeba wątpić i szydzić,Pogardzać i nienawidzić,O, nie mów, dziecie me!"Na matkę wspomnij swą,Na miłość co bez plam,Zwątpieniu zadaj kłamI obmyj duszę łzą,Wierz w piękność ducha słonecznąI w miłość, która jest wieczną - Na matkę wspomnij swą".
~ Asnyk Adam
Sonet
Jednego serca! Tak mało, tak mało, Jednego serca trzeba mi na ziemi!
Co by przy moim miłością zadrżało,
A byłbym cichym pomiędzy cichemi.
Jednych ust trzeba! Skądbym wieczność całą
Pił napój szczęścia ustami mojemi,
I oczu dwoje, gdziebym patrzał śmiało
Widząc się świętym pomiędzy świętemi.
Jednego serca i rąk białych dwoje!
Co by mi oczy zasłoniły moje,
Bym zasnął słodko marząc o aniele,
Który mnie niesie w objęciach do nieba...
Jednego serca! Tak mało mi trzeba,
A jednak widzę, że żądam za wiele! ~ Asnyk Adam
Kiedym cię żegnał...
Kiedym cię żegnał, usta me milczały, I nie wiedziałem, jakie słowo rzucić,
Więc wszystkie słowa przy mnie pozostały,
A serce zbiegło i nie chce powrócić.
Tyś powitała znów swój domek biały,
Gdzie ci słowiki będą z wiosną nucić,
A mnie przedziela świat nieszczęścia cały,
Dom mój daleko i nie mogę wrócić.
Tak mi boleśnie, żem odszedł bez echa,
A jednak lepiej, że żadnym wspomnieniem
Twych jasnych maszeń spokoju nie skłócę,
Bo tobie jutrznia życia się uśmiecha,
A ja z gasnącym żegnam się promieniem
I w ciemność idę, i już nie powrócę.
Adam Asnyk
16 września 1870 ~ Asnyk Adam










